3 marca 2o11 roku nad ranem,
w Domu Artystów Weteranów Scen Polskich w Skolimowie,
odeszła Irena Kwiatkowska.
Powoli zamyka się pewien piękny, niezapomniany rozdział w kulturze polskiej,
teatrze, filmie, kabarecie.
Droga Pani Ireno!
Pierwsza damo i legendo polskiej sceny komediowej,
mistrzyni absolutna,
podziwiamy i kochamy Cię za „Sierotkę”,
za Hermenegildę Kociubińską z teatrzyku „Zielona Gęś”,
za „Balladę o doktorze Praszczadku”, za „Prysły zmysły” i „Szuję”,
za „Siedem kotów”, „Szpaka”, „Dudka” i Kabaret Starszych Panów,
za pracę ze studentami szkoły teatralnej, za talent komiczny,
za niespożytą energię, za gest, słowo i ruch, za teatr, film i telewizję,
za dowcip i poczucie humoru, za nogi roztańczone,
za „Wojnę domową”, „Czterdziestolatka” i „kobietę pracującą”,
za absolutny perfekcjonizm, pracowitość i profesjonalizm.
Trudno pogodzić się z myślą, że od dzisiaj przyjdzie nam mówić – byłaś...
„Pisać i patrzeć na Ciebie i słuchać, jak od pierwszej, czytanej próby
rozwija się powołana przez Ciebie do życia postać.
Jak przekracza ramy zakreślone tekstem i żyje poza nim własnym życiem,
zaskakując autora jego pełnią,
mnóstwem wypełniających je, precyzyjnie przemyślanych drobiazgów”.
Jeremi Przybora, „List otwarty do Ireny Kwiatkowskiej”
Na pikniku środowiskowym w Skolimowie
siedziała spokojna, pogodna, uśmiechnięta, spełniona zawodowo aktorka
pogodzona z upływającym czasem.
Taką Ją też zapamiętajmy.