W dniu 18 lutego 2010r. w Krakowskim Klubie Aktora „Loża” odbyło się spotkanie w sprawie projektu zmian do ustawy o prowadzeniu i organizowaniu działalności kulturalnej. Po czterech godzinach wspólnej debaty na temat dalszych niepewnych losów artystów wykonawców i całej polskiej kultury, doszliśmy do wspólnego wniosku, że skoro nasze apele pojawiające się od października ub. roku nie przynoszą żadnych efektów, i nikt w Ministerstwie nie zwraca uwagi na WYKONAWCÓW, postanowiliśmy zainicjować ogólnopolską akcję zbierania podpisów. Na tym spotkaniu byli aktorzy teatrów krakowskich, Teatru Tarnowskiego, soliści Opery Krakowskiej, a zarazem związkowcy, prezes SPAM –u, przedstawicielka Związku Zawodowego Artystów Filharmonii Krakowskiej, i oczywiście my – członkowie Zarządu ZASP w Krakowie. Poniżej zamieszczamy pełną treść pierwotnego apelu zredagowanego przez Emilię i Macieja Pacułów, autorów badań i analiz kulturoznawczoprawnych, działalności kulturalnej i statusu prawnego, społecznego i ekonomicznego oraz warunków zatrudniania, pracy, wynagradzania i zabezpieczenia społecznego twórców w Polsce i w Europie.
Lidia Bogacz-Popiel
Vice-przewodnicząca Zarządu Oddziału Krakowskiego ZASP
W 2009 roku zapowiedziano rządowy plan „rewolucyjnej deregulacji” działalności kulturalnej. Mającej uprościć, odbiurokratyzować i uwolnić od zbędnych, szkodliwych ograniczeń oraz niedoskonałości zasady funkcjonowania publicznych instytucji kultury i poprawić warunki pracy twórczej i artystycznej autorów i artystów wykonawców.
Przed Kongresem Kultury Polskiej, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przedstawiło założenia projektu zmian prawa kultury. Jednak – jak wiele kontrowersyjnych twierdzeń, zawartych w opublikowanych przed Kongresem raportach, dotyczących różnych dziedzin kultury – założenia te wzbudziły zdecydowany sprzeciw lub poważne zastrzeżenia przedstawicieli środowisk twórczych, instytucji kultury i odbiorców – widzów, słuchaczy i innych uczestników rozmaitych form działalności kulturalnej. Powstaje nieodparte pytanie: dlaczego tak się stało? Poniżej przedstawiamy próbę odpowiedzi na to zasadnicze pytanie.
Projekt „rewolucji kulturalnej” prof. Hausnera przygotowano arbitralnie i dyskrecjonalnie. Bez udziału twórców i szerokich, rzetelnych konsultacji środowiskowych. Pogłębionych, fachowych wielostronnych analiz i diagnoz stanów faktycznych. Projekt opracowało wąskie grono równie arbitralnie wybranych autorów. Często nie zajmujących się profesjonalnie kulturą. Rozpatrujących i uwzględniających głównie finansowe, wąsko-ekonomiczne i rynkowe, regulacyjno-prawne, teoretyczno-menadżerskie aspekty działalności kulturalnej. Jakby szło o zwykłą działalność gospodarczą, którą działalność kulturalna nie jest. Nie tylko ze swej istoty, podstawowych, nadrzędnych celów i zadań społecznych, ale i z mocy prawa.
W oderwaniu od polskich realiów i najnowszych europejskich tendencji, postulowano daleko idące wycofanie się organów państwa i samorządu terytorialnego z realizacji obowiązkowych, konstytucyjnych zadań mecenatu w sferze organizacji, prowadzenia i finansowania publicznych instytucji kultury. Będącego niezbywalną materialną gwarancją dostępu obywateli do dóbr kultury i uczestnictwa w kulturze. Proponowano w zamian sponsoring prywatny i prowadzenie działalności kulturalnej na zasadach ekonomiczno-rynkowych.
W działalności kulturalnej pierwszorzędne znaczenie mają kreowane wartości niematerialne o zasadniczej wadze publicznej. Jej głównym celem jest zaspokajanie społecznych i indywidualnych potrzeb kulturalnych. Zapewnianie odbiorcom doznań estetycznych, emocjonalnych, przeżyć, refleksji intelektualnych i moralnych. Wzbogacających różne sfery ludzkiej wrażliwości. Krzewienie najważniejszych wartości moralnych. Wywoływanie refleksji nad życiem godziwym i niegodziwym, dobrem i złem. Kultura jest więc najpierw zawsze domeną tworzenia i istnienia wartości pozamaterialnych. Choć wiele dóbr kultury ma też komercyjną wartość rynkową, wyrażaną w pieniądzu, istotne gospodarcze znaczenie i przynosi dochody.
Propozycje zmian prawa, umożliwiające prywatyzację lub likwidację publicznych instytucji kultury, zostały zdecydowanie odrzucone przez wszystkie polskie środowiska twórcze, animatorów kultury i osoby w różny sposób uczestniczące w kulturze. Jako niekonstytucyjne i niedopuszczalne wobec roli i znaczenia tych instytucji dla ochrony i rozwoju polskiej kultury narodowej, jej dziedzictwa, prawnie chronionej odrębności i tożsamości kulturowej.
W konfrontacji z rzeczywistością, tezy o rzekomym kryzysie polskiej kultury i publicznych instytucji kultury, mimo nękających je nadal niedostatków środków finansowych, słabości infrastruktury, licznych ograniczeń i trudności formalno-organizacyjnych, są ewidentnie nieprawdziwe. Potwierdzeniem potencjału, rozwoju i żywotności polskiej kultury jest rosnące uczestnictwo odbiorców w jej rożnych formach. Sukcesy coraz większej liczby dzieł polskich autorów i wybitne osiągnięcia polskich artystów wykonawców w kraju i zagranicą.
Kuriozalnym komentarzem, oddającym jednak sposób myślenia o projekcie „rewolucji w kulturze” i skrajne, doktrynerskie poglądy jej autorów, była wypowiedź prof. Balcerowicza, iż dofinansowywanie biletów do teatrów i innych publicznych instytucji kultury ma rzekomo wyłącznie elitarny charakter i krąg beneficjentów, więc jest społecznie nieuzasadnione i należy niego zrezygnować – w odróżnieniu od finansowania zakupów czołgów (sic!).
Takie podejście i płytko demagogiczna, pseudorewolucyjno-militarna, antyinteligencka retoryka, zawsze były i są absurdalne i skrajnie szkodliwe w odniesieniu do kultury. Szczególnie dziś, w warunkach pokoju, postępującej integracji, bezpieczeństwa i współpracy europejskiej, jest to absolutnie nie do zaakceptowania. Podczas gdy ekonomiści i specjaliści od finansów publicznych, badający rzetelnie wpływ kultury na rozwój współczesnej, poprzemysłowej gospodarki narodowej, twierdzą, że każda złotówka zainwestowana w działalność kulturalną przynosi w ostatecznym rachunku co najmniej pięć złotych zysku. Nie licząc najważniejszych, najczęściej niewymiernych w pieniądzu, trudnych do przecenienia, podstawowych rezultatów i korzyści społecznych w postaci kreowanych w procesach twórczych wartości niematerialnych. Tkwiących we wszelkich dobrach i przejawach działalności kulturalnej. Profesjonalnej i amatorskiej. Nawet najbardziej popularnej, masowej i rozrywkowej.
Publiczne teatry, opery, filharmonie, orkiestry, zespoły baletowe i inne instytucje kultury szczęśliwie nadal istnieją i działają w Polsce. Równocześnie jako ostoje narodowej, europejskiej i światowej tradycji, dziedzictwa kulturowego oraz ośrodki promocji najnowszych dzieł i nowatorskich form ich artystycznej prezentacji i interpretacji. Wbrew skrajnie krytycznym, fałszywym opiniom nie są w stanie kryzysu. Mimo zróżnicowanej kondycji i licznych problemów. Nie wolno jednak nikomu ich zniszczyć, wprowadzając w nich pospieszne, nieprzemyślane, biurokratyczne organizacyjno-prawne zmiany systemowe.
Polskiej kulturze, instytucjom i twórcom kultury – autorom i artystom – potrzebne są przemyślane, modernizacyjne reformy różnych form działalności kulturalnej i warunków pracy twórczej. Oparte na rzetelnych analizach, ocenach, diagnozach z uwzględnieniem opinii zainteresowanych środowisk twórczych oraz odbiorców rezultatów ich pracy. I na faktycznym – nie pozorowanym – dialogu społecznym środowisk twórczych, pracodawców artystów, animatorów kultury, organizacji widzów i władz państwowych.
Nie zaś wydumane przez kogokolwiek, doktrynerskie, koteryjne „rewolucje” i „wojny” o biurokratyczną antyreformę kultury. Administracyjnie narzucaną odgórnie twórcom, instytucjom i odbiorcom kultury. Wbrew naszej wiedzy, woli, opiniom oraz realnym życiowym i artystycznym, najważniejszym potrzebom i interesom. Przez wąskie, menadżersko grona doradców, urzędników, lobbystów. Forsujących uporczywie swoje koncepcje i interesy.
Toteż najbardziej skrajne, nieprzemyślane tezy projektu „rewolucyjnej” antyreformy polskiej kultury, spotkały się z powszechną krytyką. Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego odciął się w związku z tym kilkakrotnie od wycofania się państwa z finansowania publicznych instytucji kultury. I innych, najbardziej powszechnie nieakceptowanych, propozycji zmian w prawie kultury. Jednak, pomimo deklaracji Ministra, podtrzymywane są nadal hiperregulacyjne – nie deregulacyjne jak zapowiadano i próbuje się je nadal przedstawiać – projekty zmian prawa kultury. Ich autorzy nie dają za wygraną. Usiłują w różny sposób forsować i legitymizować swoje radykalne, szkodliwe dla kultury i twórców propozycje. Nienowe, dobrze znane twórcom i artystom pamiętającym czasy PRL, z których wprost się wywodzą. Polskie środowiska twórcze i instytucje kultury już się przed nimi trzykrotnie obroniły w latach siedemdziesiątych, osiemdziesiątych i na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku.
Istotą i celem projektów tych zmian było wtedy i jest znowu, pełne uzależnienie zatrudnionych w teatrach aktorów i innych artystów wykonawców od ich dyrektorów i prawnych organizatorów. Teraz także od sponsorów i obecnych lub przyszłych prywatnych właścicieli tych instytucji. Chociaż dzisiaj na podstawie innych niż w PRL – nie ideologiczno-politycznych, lecz podobnie skrajnie doktrynalnych i instrumentalnych – płytko ekonomiczno-finansowych, rynkowych, pseudomenadżerskich przesłanek. Przez umocnienie już obecnie prawie absolutnej, jednoosobowej, nierzadko przybierającej patologiczne, autorytarne formy, dominacji dyrektorów nad zespołami twórczymi teatrów i innych artystycznych instytucji kultury. Składającymi się z artystów różnych specjalności. Wspólnie z którymi kierujący tymi instytucjami i kolejnymi przedsięwzięciami repertuarowymi realizują statutową działalność.
Autorzy tych koncepcji zapominają, że zespołowa praca artystyczna opiera się na współtwórczości i podmiotowości wszystkich członków zespołów teatralnych. Bez aktywnego współdziałania, porozumienia i wzajemnej akceptacji dyrektorów, autorów, reżyserów, dyrygentów, baletmistrzów, chórmistrzów z zespołami artystów pracujących w teatrach i innych instytucjach kultury jest ona niemożliwa. Nawet najlepszy dyrektor teatru, opery, filharmonii, orkiestry, chóru, czy baletu, ani reżyser nie zagra sam. Musi więc umieć i chcieć być liderem artystycznym, organizacyjnym, animatorem i opiekunem zespołu współtwórców z którymi pracuje w powierzonej mu instytucji kultury. Kierowanie teatrem lub inną artystyczną instytucją kultury, to nie to samo, co zarządzanie zwykłym przedsiębiorstwem, bądź innym podmiotem gospodarczym albo instytucją.
Aktorzy i inni artyści wykonawcy nie mogą być pozbawieni elementarnej stabilności zawodowej, życiowej i podmiotowości w swej pracy twórczej w zespołach teatralnych. Nie mogą być niewolniczo zależni od dyrektorów teatrów i całkiem instrumentalnie traktowani.
do Pana Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Bogdana Zdrojewskiego, do Pana Ministra Michała Boniego oraz do Pana Premiera Donalda Tuska o wycofanie z Kancelarii Premiera jednostronnego, nietrafnego projektu zmian prawa kultury. Forsowanego z niezrozumiałym uporem przez niewielkie grono autorów, wbrew negatywnym opiniom zdecydowanej większości środowiska teatralnego, które przedstawiliśmy tutaj skrótowo.
o wspólne podjęcie prac nad przemyślanymi, rzetelnie skonsultowanymi i zaopiniowanymi zmianami unormowań dotyczących publicznych teatrów oraz innych artystycznych instytucji kultury, pracujących w nich aktorów, pozostałych grup zawodowych i specjalności artystów wykonawców w utworzonych w tym celu ramach zinstytucjonalizowanych form społecznego dialogu.
by tak istotnych rozwiązań jakie przewidziano w kwestionowanym przez nas projekcie zmian prawa kultury nie przeprowadzano w sposób arbitralny, odgórny i niedemokratyczny, wbrew negatywnym opiniom i interesom zainteresowanych środowisk twórczych, będących adresatami proponowanych zmian. Byłoby gorzkim paradoksem i porażką demokratycznego państwa prawnego, gdyby pod hasłami reformy i deregulacji prawa kultury w wolnej Polsce udało się autorom projektu przeforsować niekorzystne dla aktorów i teatru rozwiązania przed którymi udało się nam dwukrotnie skutecznie obronić w PRL i w pierwszym stadium procesów transformacyjnych przemian. Nie po to, by chronić tylko własne interesy i nie dopuścić do reformy, jak twierdzą autorzy projektu. Lecz po to, by proponowane biurokratyczne, hiperregulacyjne zmiany prawa nie zastąpiły potrzebnych kompleksowych, przemyślanych, systemowych reform. W trosce nie tylko o nasze własne prawa i interesy ale o nadrzędny interes polskiego teatru i kultury narodowej, której staramy się służyć najlepiej jak potrafimy. Starając się zachować ciągłość międzypokoleniową i stworzyć solidne podstawy do koniecznych zmian, bez partykularnych, antagonistycznych podziałów, wywołanych w dyskusji nad projektem.
Maciej Pacuła