Gdzie jesteś:
Drukuj

APEL AKTORÓW I WIDZÓW POLSKICH TEATRÓW

W dniu 18 lutego 2010r. w Krakowskim Klubie Aktora „Loża” odbyło się spotkanie w sprawie projektu zmian do ustawy o prowadzeniu i organizowaniu działalności kulturalnej. Po czterech godzinach wspólnej debaty na temat dalszych niepewnych losów artystów wykonawców i całej polskiej kultury, doszliśmy do wspólnego wniosku, że skoro nasze apele pojawiające się od października ub. roku nie przynoszą żadnych efektów, i nikt w Ministerstwie nie zwraca uwagi na WYKONAWCÓW, postanowiliśmy zainicjować ogólnopolską akcję zbierania podpisów. Na tym spotkaniu byli aktorzy teatrów krakowskich, Teatru Tarnowskiego, soliści Opery Krakowskiej, a zarazem związkowcy,  prezes SPAM –u, przedstawicielka Związku Zawodowego Artystów Filharmonii Krakowskiej, i oczywiście my – członkowie Zarządu ZASP w Krakowie. Poniżej zamieszczamy pełną treść pierwotnego apelu zredagowanego przez Emilię i Macieja Pacułów, autorów badań i analiz kulturoznawczoprawnych, działalności kulturalnej i statusu prawnego, społecznego i ekonomicznego oraz warunków zatrudniania, pracy, wynagradzania i zabezpieczenia społecznego twórców w Polsce i w Europie.

Lidia Bogacz-Popiel

Vice-przewodnicząca Zarządu Oddziału Krakowskiego ZASP

Pełna wersja

      W 2009 roku zapowiedziano rządowy plan „rewolucyjnej deregulacji” działalności kulturalnej. Mającej uprościć, odbiurokratyzować i uwolnić od zbędnych, szkodliwych ograniczeń oraz niedoskonałości zasady funkcjonowania publicznych instytucji kultury i poprawić warunki pracy twórczej i artystycznej autorów i artystów wykonawców.
      Przed Kongresem Kultury Polskiej, Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego przedstawiło założenia projektu zmian prawa kultury. Jednak – jak wiele kontrowersyjnych twierdzeń, zawartych w opublikowanych przed Kongresem raportach, dotyczących różnych dziedzin kultury – założenia te wzbudziły zdecydowany sprzeciw lub poważne zastrzeżenia przedstawicieli środowisk twórczych, instytucji kultury i odbiorców – widzów, słuchaczy i innych uczestników rozmaitych form działalności kulturalnej. Powstaje nieodparte pytanie: dlaczego tak się stało? Poniżej przedstawiamy próbę odpowiedzi na to zasadnicze pytanie.
       Projekt „rewolucji kulturalnej” prof. Hausnera przygotowano arbitralnie i dyskrecjonalnie. Bez udziału twórców i szerokich, rzetelnych konsultacji środowiskowych. Pogłębionych, fachowych wielostronnych analiz i diagnoz stanów faktycznych. Projekt opracowało wąskie grono równie arbitralnie wybranych autorów. Często nie zajmujących się profesjonalnie kulturą. Rozpatrujących i uwzględniających głównie finansowe, wąsko-ekonomiczne i rynkowe, regulacyjno-prawne, teoretyczno-menadżerskie aspekty działalności kulturalnej. Jakby szło o zwykłą działalność gospodarczą, którą działalność kulturalna nie jest. Nie tylko ze swej istoty, podstawowych, nadrzędnych celów i zadań społecznych, ale i z mocy prawa. 
      W oderwaniu od polskich realiów i najnowszych europejskich tendencji, postulowano daleko idące wycofanie się organów państwa i samorządu terytorialnego z realizacji obowiązkowych, konstytucyjnych zadań mecenatu w sferze organizacji, prowadzenia i finansowania publicznych instytucji kultury. Będącego niezbywalną materialną gwarancją dostępu obywateli do dóbr kultury i uczestnictwa w kulturze. Proponowano w zamian sponsoring prywatny i prowadzenie działalności kulturalnej na zasadach ekonomiczno-rynkowych.
      W działalności kulturalnej pierwszorzędne znaczenie mają kreowane wartości niematerialne o zasadniczej wadze publicznej. Jej głównym celem jest zaspokajanie społecznych i indywidualnych potrzeb kulturalnych. Zapewnianie odbiorcom doznań estetycznych, emocjonalnych, przeżyć, refleksji intelektualnych i moralnych. Wzbogacających różne sfery ludzkiej wrażliwości. Krzewienie najważniejszych wartości moralnych. Wywoływanie refleksji nad życiem godziwym i niegodziwym, dobrem i złem. Kultura jest więc najpierw zawsze domeną tworzenia i istnienia wartości pozamaterialnych. Choć wiele dóbr kultury ma też komercyjną wartość rynkową, wyrażaną w pieniądzu, istotne gospodarcze znaczenie i przynosi dochody.
      Propozycje zmian prawa, umożliwiające prywatyzację lub likwidację publicznych instytucji kultury, zostały zdecydowanie odrzucone przez wszystkie polskie środowiska twórcze, animatorów kultury i osoby w różny sposób uczestniczące w kulturze. Jako niekonstytucyjne i niedopuszczalne wobec roli i znaczenia tych instytucji dla ochrony i rozwoju polskiej kultury narodowej, jej dziedzictwa, prawnie chronionej odrębności i tożsamości kulturowej.
      W konfrontacji z rzeczywistością, tezy o rzekomym kryzysie polskiej kultury i publicznych instytucji kultury, mimo nękających je nadal niedostatków środków finansowych, słabości infrastruktury, licznych ograniczeń i trudności formalno-organizacyjnych, są ewidentnie nieprawdziwe. Potwierdzeniem potencjału, rozwoju i żywotności polskiej kultury jest rosnące uczestnictwo odbiorców w jej rożnych formach. Sukcesy coraz większej liczby dzieł polskich autorów i wybitne osiągnięcia polskich artystów wykonawców w kraju i zagranicą. 
      Kuriozalnym komentarzem, oddającym jednak sposób myślenia o projekcie „rewolucji w kulturze” i skrajne, doktrynerskie poglądy jej autorów, była wypowiedź prof. Balcerowicza, iż dofinansowywanie biletów do teatrów i innych publicznych instytucji kultury ma rzekomo wyłącznie elitarny charakter i krąg beneficjentów, więc jest społecznie nieuzasadnione i należy niego zrezygnować – w odróżnieniu od finansowania zakupów czołgów (sic!). 
      Takie podejście i płytko demagogiczna, pseudorewolucyjno-militarna, antyinteligencka retoryka, zawsze były i są absurdalne i skrajnie szkodliwe w odniesieniu do kultury. Szczególnie dziś, w warunkach pokoju, postępującej integracji, bezpieczeństwa i współpracy europejskiej, jest to absolutnie nie do zaakceptowania. Podczas gdy ekonomiści i specjaliści od finansów publicznych, badający rzetelnie wpływ kultury na rozwój współczesnej, poprzemysłowej gospodarki narodowej, twierdzą, że każda złotówka zainwestowana w działalność kulturalną przynosi w ostatecznym rachunku co najmniej pięć złotych zysku. Nie licząc najważniejszych, najczęściej niewymiernych w pieniądzu, trudnych do przecenienia, podstawowych rezultatów i korzyści społecznych w postaci kreowanych w procesach twórczych wartości niematerialnych. Tkwiących we wszelkich dobrach i przejawach działalności kulturalnej. Profesjonalnej i amatorskiej. Nawet najbardziej popularnej, masowej i rozrywkowej.
      Publiczne teatry, opery, filharmonie, orkiestry, zespoły baletowe i inne instytucje kultury szczęśliwie nadal istnieją i działają w Polsce. Równocześnie jako ostoje narodowej, europejskiej i światowej tradycji, dziedzictwa kulturowego oraz ośrodki promocji najnowszych dzieł i nowatorskich form ich artystycznej prezentacji i interpretacji. Wbrew skrajnie krytycznym, fałszywym opiniom nie są w stanie kryzysu. Mimo zróżnicowanej kondycji i licznych problemów. Nie wolno jednak nikomu ich zniszczyć, wprowadzając w nich pospieszne, nieprzemyślane, biurokratyczne organizacyjno-prawne zmiany systemowe.
      Polskiej kulturze, instytucjom i twórcom kultury – autorom i artystom – potrzebne są przemyślane, modernizacyjne reformy różnych form działalności kulturalnej i warunków pracy twórczej. Oparte na rzetelnych analizach, ocenach, diagnozach z uwzględnieniem opinii zainteresowanych środowisk twórczych oraz odbiorców rezultatów ich pracy. I na faktycznym – nie pozorowanym – dialogu społecznym środowisk twórczych, pracodawców artystów, animatorów kultury, organizacji widzów i władz państwowych.
      Nie zaś wydumane przez kogokolwiek, doktrynerskie, koteryjne „rewolucje” i „wojny” o biurokratyczną antyreformę kultury. Administracyjnie narzucaną odgórnie twórcom, instytucjom i odbiorcom kultury. Wbrew naszej wiedzy, woli, opiniom oraz realnym życiowym i artystycznym, najważniejszym potrzebom i interesom. Przez wąskie, menadżersko grona doradców, urzędników, lobbystów. Forsujących uporczywie swoje koncepcje i interesy.
      Toteż najbardziej skrajne, nieprzemyślane tezy projektu „rewolucyjnej” antyreformy polskiej kultury, spotkały się z powszechną krytyką. Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego odciął się w związku z tym kilkakrotnie od wycofania się państwa z finansowania publicznych instytucji kultury. I innych, najbardziej powszechnie nieakceptowanych, propozycji zmian w prawie kultury. Jednak, pomimo deklaracji Ministra, podtrzymywane są nadal hiperregulacyjne – nie deregulacyjne jak zapowiadano i próbuje się je nadal przedstawiać – projekty zmian prawa kultury. Ich autorzy nie dają za wygraną. Usiłują w różny sposób forsować i legitymizować swoje radykalne, szkodliwe dla kultury i twórców propozycje. Nienowe, dobrze znane twórcom i artystom pamiętającym czasy PRL, z których wprost się wywodzą. Polskie środowiska twórcze i instytucje kultury już się przed nimi trzykrotnie obroniły w latach siedemdziesiątych, osiemdziesiątych i na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku.
      Istotą i celem projektów tych zmian było wtedy i jest znowu, pełne uzależnienie zatrudnionych w teatrach aktorów i innych artystów wykonawców od ich dyrektorów i prawnych organizatorów. Teraz także od sponsorów i obecnych lub przyszłych prywatnych właścicieli tych instytucji. Chociaż dzisiaj na podstawie innych niż w PRL – nie ideologiczno-politycznych, lecz podobnie skrajnie doktrynalnych i instrumentalnych – płytko ekonomiczno-finansowych, rynkowych, pseudomenadżerskich przesłanek. Przez umocnienie już obecnie prawie absolutnej, jednoosobowej, nierzadko przybierającej patologiczne, autorytarne formy, dominacji dyrektorów nad zespołami twórczymi teatrów i innych artystycznych instytucji kultury. Składającymi się z artystów różnych specjalności. Wspólnie z którymi kierujący tymi instytucjami i kolejnymi przedsięwzięciami repertuarowymi realizują statutową działalność.
      Autorzy tych koncepcji zapominają, że zespołowa praca artystyczna opiera się na współtwórczości i podmiotowości wszystkich członków zespołów teatralnych. Bez aktywnego współdziałania, porozumienia i wzajemnej akceptacji dyrektorów, autorów, reżyserów, dyrygentów, baletmistrzów, chórmistrzów z zespołami artystów pracujących w teatrach i innych instytucjach kultury jest ona niemożliwa. Nawet najlepszy dyrektor teatru, opery, filharmonii, orkiestry, chóru, czy baletu, ani reżyser nie zagra sam. Musi więc umieć i chcieć być liderem artystycznym, organizacyjnym, animatorem i opiekunem zespołu współtwórców z którymi pracuje w powierzonej mu instytucji kultury. Kierowanie teatrem lub inną artystyczną instytucją kultury, to nie to samo, co zarządzanie zwykłym przedsiębiorstwem, bądź innym podmiotem gospodarczym albo instytucją.
      Aktorzy i inni artyści wykonawcy nie mogą być pozbawieni elementarnej stabilności zawodowej, życiowej i podmiotowości w swej pracy twórczej w zespołach teatralnych. Nie mogą być niewolniczo zależni od dyrektorów teatrów i całkiem instrumentalnie traktowani.

Dlatego:

  1. Nie akceptujemy propozycji zmian ustawowych, umożliwiających prawnym organizatorom likwidację lub prywatyzację publicznych instytucji kultury. Prawo kultury winno nadal bezwzględnie chronić publiczne instytucje artystyczne. Uznając ich prowadzenie i finansowanie za ustawowe, niezbywalne zadania obowiązkowe organizatorów. Ze względu na ważne cele, związane z upowszechnianiem, rozwojem, ochroną kultury, dziedzictwa narodowego, języka polskiego i obowiązkiem materialnej realizacji przez państwo konstytucyjnie zagwarantowanego prawa dostępu obywateli do dóbr kultury i prawa do czynnego uczestnictwa w kulturze.
  2. Proponowane prawne wyodrębnienie instytucji artystycznych spośród pozostałych instytucji kultury, miałoby sens, gdyby przyczyniało się do poprawy ich funkcjonowania i warunków pracy aktorów i innych artystów wykonawców w teatrach dramatycznych, muzycznych, lalkowych, operach, operetkach, filharmoniach, orkiestrach, zespołach tanecznych, etc. Jednak nie ma sensu, jeśli miałoby prowadzić wyłącznie do niedopuszczalnej dyskryminacji artystów. Z powodu pogorszenia warunków zatrudnienia, pracy i życia – jak w projekcie.
  3. Zdecydowanie sprzeciwiamy się wprowadzeniu wieloletnich (trzy-, pięcio- lub siedmioletnich) kadencyjnych, nieprzerwanych kontraktów dyrektorów teatrów, gwarantujących pewność zatrudnienia. Przy jednoczesnym wprowadzeniu dyskryminacyjnej zasady zatrudniania aktorów i innych twórców wyłącznie na podstawie sezonowych – jednorocznych lub trzyletnich – umów o pracę na czas określony. Pracujący w teatrach aktorzy nie mogą mieć zdecydowanie gorszych, mniej stabilnych, mniej bezpiecznych warunków zatrudnienia i pracy, niż zagwarantowane powszechnie w kodeksie pracy. Europejskie prawo pracy nie dopuszcza takich – wyraźnie dyskryminacyjnych – rozwiązań. Przewidziane w nim warunkowo wyjątki nie mogą stawać się regułą w odniesieniu do jednej tylko grupy zawodowej o szczególnym znaczeniu społecznym. Obarczonej, ze względu na specyfikę pracy aktorów i innych artystów wykonawców, jednym z najwyższych poziomów ryzyka zawodowego i życiowego.
  4. Nie akceptujemy też propozycji zniesienia obowiązku konsultowania kandydatur dyrektorów ze związkami i stowarzyszeniami twórczymi. Pod nieprawdziwym pretekstem, że wystarczy tylko obligatoryjny udział przedstawicieli w komisji konkursowej. Dyrektorzy wybrani i powołani bez uwzględnienia opinii artystów pracujących w zespołach teatrów, którymi mają kierować, często tworzą patowe sytuacje konfliktowe. Nie są potem w stanie realizować swoich planów repertuarowych i artystycznych. Bo, stosując zasadę spalonej ziemi, przerywają często ciągłość i kontynuację działań poprzedników. Nieraz rozbijają lub antagonizują zespół aktorów dobrze znanych publiczności, cenionych i akceptowanych przez nią. A od oceny gry i popularności aktorów, nie dyrektorów, zależy frekwencja w teatrach i odbiór spektakli.
  5. Sprzeczne z prawem, szkodliwe i niedopuszczalne byłoby zniesienie obowiązku konsultowania przez dyrektora regulaminu organizacyjnego teatru z organizacjami związkowymi i stowarzyszeniami twórczymi. Dyrektorzy instytucji artystycznych nie mogą być sytuowani prawnie poza zespołami, którymi kierują i z którymi współpracują. Ponownie podkreślamy że powinni być liderami, nie dyktatorskimi zarządcami zespołów. W działalności organizacyjnej i programowej konieczne są prawne gwarancje współzarządzania dla artystów. Wykluczające jednoosobowy dyktat. Aktorzy i pozostali artyści wykonawcy muszą mieć zagwarantowane faktyczne prawo głosu i być podmiotowo traktowani na zasadach partnerskich w teatrach i innych instytucjach artystycznych, będących stałymi, podstawowymi miejscami ich pracy.
  6. Nie ma dziś realnej możliwości i uzasadnienia powierzania osobom prawnym zarządzania publicznymi instytucjami kultury. Byłoby to przerzucanie odpowiedzialności za ich funkcjonowanie z organizatorów na nieokreślone osoby trzecie. Publiczny teatr to nie wspólnota mieszkaniowa. Zarządzanie zasobami której sprowadza się do wyspecjalizowanych organizacyjno-technicznych funkcji usługowych profesjonalnego, licencjonowanego administratora.
  7. Niedopuszczalne, krzywdzące i nieuzasadnione byłoby wprowadzenie wyłącznie sezonowych, jednorocznych lub najwyżej trzyletnich kontraktów dla wszystkich aktorów zatrudnianych na nowych zasadach w teatrze. Z ustawowym zniesieniem – dotychczas powszechnego, ustawowego obowiązku zawierania z aktorami, podobnie jak ze wszystkimi innymi etatowymi pracownikami – umów o pracę na czas nieokreślony po zakończeniu dwóch umów na czas określony. Byłoby to sprzeczne z zasadami równości wobec prawa, niedyskryminacji pracowników i europejskimi normami wprowadzania zasad elastycznego zatrudniania osób wykonujących zawody twórcze. W sposób łączący zawsze tę elastyczność z bezpieczeństwem socjalnym w ramach, opracowanej w europejskim prawie pracy, łączącej oba te cele, formuły określanej w oryginalnej terminologii tego prawa jako flexicurity (ang.) i flexicurité (franc.).
  8. Zdecydowanie odrzucamy też wprowadzenie ustawowego zakazu tzw.„konkurencyjnej pracy aktorów”. Przez co autorzy projektu rozumieją de facto prawny zakaz wszelkich form pracy aktorów zatrudnionych w teatrach na rzecz podmiotów zewnętrznych. Zaś w razie podejmowania takiej pracy, proponują wprowadzenie uzależnienia zgody dyrektora od rekompensat z tego tytułu na rzecz macierzystego teatru. Wypłacanych przez zatrudniających aktorów producentów telewizyjnych lub filmowych albo innych teatrów. Bądź przez samych aktorów, uzyskujących dodatkowe dochody z tytułu osobiście wykonywanej pracy poza macierzystymi teatrami. Takie regulacje ustawowe byłyby nie tylko sprzeczne z prawem, elementarnymi zasadami i gwarancjami wolności pracy artystycznej. W obecnej sytuacji zatrudnieniowej i płacowej oznaczałoby to pozbawienie wielu aktorów teatralnych dodatkowych środków na utrzymanie rodzin i rozwój. Koniecznych do dalszej pracy w zawodzie. Oczywiście nieuzasadnione z punktu widzenia interesów nie tylko samych aktorów ale i teatrów. Które winny popierać wszelkie, nie kolidujące z własną działalnością repertuarową i decyzjami obsadowymi, możliwości dodatkowej pracy artystycznej i zarobkowania aktorów poza teatrami. Ustalenia w tym zakresie nie mogą być sensownie dokonane w formie regulacji ustawowych.
  9. Wprowadzenie w polskich teatrach niemieckiej instytucji aktora rezydenta dopiero po piętnastu latach nieprzerwanej etatowej pracy w tym samym teatrze, to kolejny szkodliwy dla aktorów pomysł. Większość aktorów podejmujących pracę w teatrach publicznych na proponowanych nowych zasadach nie miałaby realnych szans przepracowania takiego okresu w jednym teatrze. Każda zmiana i przerwa oznaczałaby utratę możliwości uzyskania statusu aktora rezydenta. Dającego aktorom dopiero po piętnastu latach elementarną stabilność zatrudnienia i pracy w  teatrze. Przy obecnych niskich płacach podstawowych, przeciętnie o połowę niższych od średniej krajowej i absolutnie dominującej pozycji dyrektorów teatrów byłoby to nie do przyjęcia  Oznaczałoby niczym nie uzasadnioną, skrajną dyskryminację aktorów. Wykonujących i tak publiczny zawód o najwyższym stopniu koniecznego, całkowitego zaangażowania psychofizycznego w pracę oraz wzmiankowanego wcześniej, równie wysokiego ryzyka profesjonalnego i życiowego.
  10. Za podobnie niedopuszczalny i szkodliwy należy uznać projekt wprowadzenia ustawowej możliwości okresowego zwiększania czasu pracy aktorów do 12 godzin w ciągu doby.
  11. Proponowane w projekcie wprowadzenie formalnie w ustawie tylko w odniesieniu do zatrudniania dyrektorów i aktorów pojęcia sezonu teatralnego nie dotyczy w ogóle aspektów faktycznej sezonowości repertuarowej teatrów i innych artystycznych instytucji kultury. Istotnie ważnej dla funkcjonowania teatrów. Czyli uwzględnienia w prawie kultury i przepisach związkowych innych ustaw faktu, że sezon teatralny nie pokrywa się z rokiem kalendarzowym, a zatem i z rokiem budżetowym i bilansowym. W odniesieniu do kwestii budżetowego planowania, finansowania, realizacji i bilansowego rozliczania wyniku finansowego (strat i zysków oraz wykorzystywania dotacji celowych, zarówno podmiotowych i przedmiotowych). Bez odrębnego kompleksowego uregulowania tych kwestii w ustawach związkowych wobec unormowań prawa kultury pojęcie sezonu teatralnego nie będzie nadal miało istotnego prawnego znaczenia w świetle przepisów ustaw o finansach publicznych, rachunkowości, etc.
  12. Jedyną akceptowalną drogą przygotowania i przeprowadzenia reform w teatrze i w polskiej kulturze jest stworzenie forum społecznego dialogu z faktycznym udziałem stowarzyszeń twórczych, związków zawodowych aktorów i innych artystów wykonawców  organizatorów publicznych instytucji kultury, odbiorców i władz państwowych. Wbrew medialnym opiniom, obecna sytuacja zawodowa, społeczna i finansowa polskich aktorów i innych artystów wykonawców jest trudna. Większość aktorów nie ma stałego zatrudnienia, ma też często ograniczone możliwości podejmowania dodatkowej pracy. Nie wszyscy mogą grać w serialach i reklamach. Można obecną sytuację skutecznie zmieniać tylko przez stałe merytoryczne formy społecznego dialogu. Przez prawnie zagwarantowane współzarządzanie i partnerski udział aktorów w pracy zespołów teatralnych i podejmowaniu najważniejszych decyzji dotyczących teatrów w których są zatrudnieni. Konieczne w tym celu jest opracowanie i przyjęcie układu zbiorowego pracy aktorów i artystów wykonawców pracujących w teatrach publicznych, biorących udział w żywych spektaklach oraz wzorcowych statutów i regulaminów teatrów publicznych o różnym charakterze i profilu. Jak w większości państw europejskich. Określenie w nich podstawowych praw i obowiązków dyrektorów teatrów i innych scenicznych instytucji kultury oraz aktorów, zasad mediacji i rozstrzygania ewentualnych sporów i konfliktów w sposób zgodny z zespołowym charakterem organizacyjnej i artystycznej pracy scenicznych instytucji kultury. Nie na zasadach jednoosobowego dyktatu nieusuwalnych przez czas trwania kontraktu dyrektorów. Z niepokojem obserwujemy najnowsze, coraz liczniejsze przypadki patologicznych sytuacji konfliktowych w kolejnych teatrach. Wynikające z braku takich odrębnych unormowań o charakterze koregulacyjnym i samoregulacyjnym, od dawna znanych i przyjętych w Europie. Hiperbiurokratyczne propozycje zmian prawa kultury przedstawione w resortowym projekcie nie pomogą skutecznie rozwiązywać te problemy.

Apelujemy

do Pana Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Bogdana Zdrojewskiego, do Pana Ministra Michała Boniego oraz do Pana Premiera Donalda Tuska o wycofanie z Kancelarii Premiera jednostronnego, nietrafnego projektu zmian prawa kultury. Forsowanego z niezrozumiałym uporem przez niewielkie grono autorów, wbrew negatywnym opiniom zdecydowanej większości środowiska teatralnego, które przedstawiliśmy tutaj skrótowo.

Apelujemy

o wspólne podjęcie prac nad przemyślanymi, rzetelnie skonsultowanymi i zaopiniowanymi zmianami unormowań dotyczących publicznych teatrów oraz innych artystycznych instytucji kultury, pracujących w nich aktorów, pozostałych grup zawodowych i specjalności artystów wykonawców w utworzonych w tym celu ramach zinstytucjonalizowanych form społecznego dialogu.

Apelujemy

by tak istotnych rozwiązań jakie przewidziano w kwestionowanym przez nas projekcie zmian prawa kultury nie przeprowadzano w sposób arbitralny, odgórny i niedemokratyczny, wbrew negatywnym opiniom i interesom zainteresowanych środowisk twórczych, będących adresatami proponowanych zmian. Byłoby gorzkim paradoksem i porażką demokratycznego państwa prawnego, gdyby pod hasłami reformy i deregulacji prawa kultury w wolnej Polsce udało się autorom projektu przeforsować niekorzystne dla aktorów i teatru rozwiązania przed którymi udało się nam dwukrotnie skutecznie obronić w PRL i w pierwszym stadium procesów transformacyjnych przemian. Nie po to, by chronić tylko własne interesy i nie dopuścić do reformy, jak twierdzą autorzy projektu. Lecz po to, by proponowane biurokratyczne, hiperregulacyjne zmiany prawa nie zastąpiły potrzebnych kompleksowych, przemyślanych, systemowych reform. W trosce nie tylko o nasze własne prawa i interesy ale o nadrzędny interes polskiego teatru i kultury narodowej, której staramy się służyć najlepiej jak potrafimy. Starając się zachować ciągłość międzypokoleniową i stworzyć solidne podstawy do koniecznych zmian, bez partykularnych, antagonistycznych podziałów, wywołanych w dyskusji nad projektem.

Maciej Pacuła

Kliknij aby przejść do skróconej wersji Apelu