Irena Wollen w sobotę miałaby urodziny, w niedzielę Międzynarodowy Dzień Teatru, a tymczasem w poniedziałek pogrzeb. Nigdy nie absorbowała ludzi swoją osobą. Dyskretna do tego stopnia, że jej choroba i śmierć ogromnie nas zaskoczyła. Nie byliśmy na to przygotowani.
O jej osiągnięciach mówi Internet, ja opowiem o uroczym człowieku.
Irenka wieku nie miała, patrzyło się na nią z pozycji jej wielkiej energii młodości, młodsza od innych młodych. Niezłomna, a do tego potrzeba odwagi. Niezwykle inteligentna, z pozoru szorstka, trzeba było ją sobie trochę obłaskawić, ale warto było. Z uroczo złośliwym poczuciem humoru – zwłaszcza na swój temat.
Nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że wiele Teatrów TV, które nas zachwycały, były Jej reżyserii. Ostatnie parę lat poświęciła pracy dla ZASP-u. Nie było dla niej spraw nie do załatwienia. Zarażała energią i optymizmem – „Ty wymyślaj, a mnie zlecaj” – mówiła. Była przez trzy ostatnie lata nagradzana Nagrodą Syzyfa za ogromną, bezinteresowną pracę na rzecz środowiska. To dla mnie zaszczyt, że obdarzyła mnie swoją przyjaźnią.
Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych – nieprawda.
Cmentarze są niestety pełne ludzi niezastąpionych. Ale niektórych ludzi brakuje bardziej i długo za nimi tęsknimy. Cały czas mam w uszach jej radosny śmiech, kiedy autoironicznie mówiła wierszyk o sobie:
„Poszła Irena do lasu, napotkała żmije.
Wszystkie żmije wyzdychały, a Irena żyje”
Irenko Droga, ja pozostanę przy tej wersji, tak będzie mi łatwiej, przynajmniej na początku.
Lidia Bogaczówna
Krakowski Oddział ZASP