Gdzie jesteś:
Drukuj

Odeszła Kasia Sobczyk...

        Kasia Sobczyk legenda polskiej piosenki po wielu latach spędzonych w Stanach Zjednoczonych podjęła decyzję o powrocie do Polski. Wróciła w 2008 roku.
Kasia to istotna część historii polskiej muzyki rozrywkowej. Kiedyś jej piosenki śpiewała cała Polska, dziś doczekały się wielu cover’ów i nucą je kolejne pokolenia.
 A zaczęło się tak: w 1963 roku do Koszalina przyjechał zespół „Czerwono-Czarni” z programem pt. "Szukamy młodych talentów". Zgłosiła się do tego konkursu. Dwa miesiące później w Szczecinie odbył się koncert młodych talentów, gdzie zakwalifikowała się do „Złotej dziesiątki”. Wtedy zespół Czerwono-Czarni zaproponował jej, aby została ich solistką. Właśnie z tym zespołem nagrała swoje największe ówczesne przeboje.
          W czasie swojej największej popularności wyjechała na tournee do Stanów Zjednoczonych i została tam na 16 lat. Przeżyła tam i wzloty, i upadki. Tam też zachorowała na raka piersi. Jak wspominała w jednym z wywiadów, "…byłam przerażona, źle się czułam moja pierś była ogromna, a pod pachą węzeł z guzem. Chcieli mnie operować. Przeraziłam się. Zaprzyjaźnieni lekarze kazali mi uciekać do Polski. Zapakowałam wyniki badań, parę drobiazgów i przyleciałam do kraju”
   W kraju pomogli jej przyjaciele: Halina Frąckowiak, Edward Hulewicz, Barbara Rybałtowska, Piotr Miks. Z ich pomocą wkrótce otrzymała niewielkie mieszkanie w Koszalinie, tam początkowo leczyła się i w miarę pogarszania się stanu zdrowia trafiła do Hospicjum. I znów ci przyjaciele pomogli jej, przewożąc ją do Centrum Onkologii w Warszawie, potem wystarali się o miejsce w Hospicjum. Załatwili zapomogi z Ministerstwa Kultury i ZASP-u, opiekowali się nią na co dzień.
       Kasia odeszła 28 lipca 2010 roku. Odwiedzając ją często w Hospicjum, czasami zastawałem ją śpiącą i nie chcąc jej budzić rozmawiałem z lekarzem. Nie krył, że nie jest dobrze, uważał nawet, że Kasia żyje jedynie siłą woli, bo czeka na przyjazd syna licząc na poprawę dotąd ich nienajlepszych ralacji. Syn rzeczywiście przyjechał, było wzruszające to ich serdeczne pogodzenie i widać było, że Kasia wyraźnie uspokojona i pogodzona z nieuchronnym, poddała się. Czasami tylko odzyskiwała przytomność, żeby przywitać się skinieniem głowy i nikłym uśmiechem. Lekarz stwierdził, że to kwestia godzin.
     W tym feralnym dniu spotkałem się w mieście z Haliną Frąckowiak dla omówienia pewnych zawodowych przedsięwzięć. I jak zwykle postanowiliśmy pojechać do Kasi. W Hospicjum zastaliśmy niezwykłe ożywienie. Pielęgniarki powitały nas słowami: „Pani Kasia umiera”. Spytaliśmy czy możemy do niej wejść. Kiedy weszliśmy Kasia już nie żyła i wezwany lekarz stwierdził zgon. Siedzieliśmy przy niej długo, potem także po przewiezieniu jej do kostnicy. Z Hospicjum wyszliśmy około północy.
     Nazajutrz porozmawiałem z panią Prezes, proponując abyśmy wystąpili do Ministerstwa Kultury z prośbą o pokrycie przez nie kosztów pogrzebu Kasi. Pani Joanna z godnym podziwu zapałem przystąpiła do działania. W efekcie Ministerstwo nie tylko znalazło na to fundusze, ale także włączyło się razem z panią Prezes do naszych (grona przyjaciół Kasi) dotychczasowych rozmów z Zarządem Cmentarza Powązkowskiego, aby znaleźć na tym cmentarzu miejsce dla Kasi. Nasze starania zostały uwieńczone powodzeniem, bo nie tylko miejsce takie się znalazło, ale  urna z prochami Kasi będzie stać w Powązkowskich Katakumbach obok… Niemena. Należy jej się to.
     Żegnaj Kasiu. Zostaniesz w naszych sercach i pamięci niezliczonej rzeszy kochających Cię fanów.


 Edward Hulewicz

obrazek  obrazek

Komentarzy: 0

Proszę podać wynik działania matematycznego z obrazka obok:

Please insert the result of the arithmetical operation from this image. =

Serwis nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy.

Administrator może w każdej chwili bez podania przyczyny usunąć każdy wpis naruszający dobre imię jakiejkolwiek osoby lub niezgodny z obowiązującym w Polsce prawem.