Gdzie jesteś:
Drukuj

Pierwsza rocznica śmierci Gustwa Holoubka

Magdaleny Zawadzkiej - Wspomnienie o Gustawie

Sample Image

Gdy zostałam poproszona o napisanie wspomnienia o moim mężu, Gustawie Holoubku, w związku z 90-tą rocznicą istnienia ZASP-u – Stowarzyszenia, którego przez kilkanaście lat był prezesem -  w pierwszym odruchu ze strachem odmówiłam. Nie wyobrażałam sobie, że można, w krótkich słowach, zmieścić ogrom, choćby tylko najważniejszych Jego dokonań. Jednakże grzeczne, acz nieustępliwe prośby redakcji BIZ-u (...); a nadto świadomość, że niebawem będzie pierwsza rocznica śmierci Gustawa, skłoniły mnie do zmierzenia się z własnymi obawami…

           Po niezrównanej, legendarnej już kreacji Gustawa-Konrada w „Dziadach” Mickiewicza w reż. K. Dejmka (Stanisław Dygat powiedział wówczas, że Gustaw Holoubek miał taką charyzmę, że gdyby po spektaklu w Teatrze Narodowym zawołał: Na Belweder! – to wybuchłoby powstanie)  nasze środowisko obdarzył Go tak ogromnym zaufaniem, że na kolejnym Walnym Zjeździe został wybrany, przez aklamację, prezesem Stowarzyszenia. Ta najdłuższa w historii ZASP-u kadencja, trwająca 11 lat (1970-1981), w czasie której Gustaw Holoubek rozwiązywał mnóstwo problemów, związanych z działalnością teatrów i potrzebami twórców, zasługiwałaby na osobny traktat. Za wieloletnią prace i zasługi Związek Artystów Scen Polskich mianował Go Honorowym Prezesem Stowarzyszenia.
Gustaw był nie tylko wielkim społecznikiem, ale przede wszystkim wielkim, na miarę stulecia, Artystą. Nigdy nie zabiegał o zaszczyty, stanowiska i karierę. To Jemu je proponowano i zapraszano do współpracy. Był niekwestionowanym autorytetem, dlatego też przez całe życie pełnił odpowiedzialne funkcje. Już jako bardzo młody człowiek został dyrektorem Teatru im. Wyspiańskiego w Katowicach, w kolejnych latach „dyrektorował” dwóm warszawskim scenom: Dramatycznej i Ateneum – w teatrach tych został mianowany na prośbę zespołów.
Teatr Dramatyczny, pod jego trwającą 11 lat dyrekcją, stał się jednym z najlepszych, na skalę europejska, teatrów. Po kilkunastu latach, decyzją władz stanu wojennego wyrzucono Gustawa z Dramatycznego i unicestwiono dorobek tej sceny - w tym miejscu chciałabym podziękować za szlachetną inicjatywę: dziennikarzy „Rzeczpospolitej”, naszego środowiska, władz Warszawy oraz Internautów. Wszyscy wymienieni, po 26 latach od tamtych wydarzeń, uczcili dokonania Gustawa Holoubka, nadając Teatrowi Dramatycznemu Jego imię. 
Dyrektorem Teatru „Ateneum” był przez 12 lat, aż d końca swoich dni. Również w „Ateneum” – pod Jego egidą - powstało wiele znakomitych spektakli, stworzonych przez utalentowanych reżyserów. Publiczność zawsze ceniła i kochała nasz teatr więc nigdy nie cierpieliśmy z powodu braku widzów. Gustaw nie korzystał z przywilejów „dyrektorskich” i bardzo rzadko reżyserował, a jeżeli już, to swoją ukochaną klasykę: „Mazepę”, „Fantazego” Słowackiego. Ostatnie dwa wybitne przedstawienia, w reżyserii Gustawa, to: „Cyrulik sewilski” Beaumarchias’go i „Król Edyp” Sofoklesa.
Dla Niego zawsze niezwykle ważna była atmosfera panująca w teatrze, nie tylko na scenie, ale i za kulisami. Gustaw dbał o przyjacielskie, wolne od kunktatorstwa, podejrzliwości i zawiści, stosunki towarzyskie. Sam reprezentował wielką klasę, mądrość, skromność, talent, poczucie humoru i określony system wartości, a ponieważ przykład płynie z góry, cały zespół starał się temu sprostać. Był dla nas kolegą zawsze pomocnym w rozwiązywaniu wszystkich, nawet prywatnych problemów. Nie wiem jakim cudem znajdował na to wszystko czas, bo przecież był wieloletnim profesorem Akademii Teatralnej, posłem na Sejm II RP i senatorem III RP; a ponadto reżyserem teatralnym i filmowym oraz członkiem Polskiej Akademii Umiejętności – aż dziw, że nie przewróciło mu się w głowie. Jednak najważniejszą Jego życiową pasją było aktorstwo: Człowiek powołuje do życia iluzję, żeby oderwać się od rzeczywistości. To słowa Gustawa i Jego credo artystyczne, któremu wierny był przez całe życie. Wielką osobowością i talentem czarował widzów i przenosił ich w lepszy, wzbogacający duszę i umysł, świat. Za to wszystko był kochany i szanowany. Jego osiągnięcia, przez całe życie, były nagradzane przez: publiczność, instytucje kulturalne, a także władze. Tych odznaczeń i nagród jest tak wiele, że nie sposób wymienić każdą z nich. Zabrakło tylko tej najważniejszej – Orderu Orła Białego. Od powstania III RP zwlekano z przyznaniem go Gustawowi, chociaż zasługiwał nań jak mało kto. Ostatnią, najwspanialszą okazją była, świętowana w obecności najwyższych władz państwowych w Teatrze Narodowym, czterdziesta rocznica premiery wspomnianych przeze mnie „Dziadów”. Mimo złego stanu zdrowia, mąż uczestniczył w tej uroczystości. Wierni widzowie nagrodzili Go owacjami na stojąco… i miłością. Było to Jego ostatnie publiczne wystąpienie. Ale władze nadal mozolnie się namyślały. Decyzję na „tak” podjęto dzień przed pogrzebem i Orzeł Biały towarzyszył Gustawowi w Jego ostatniej drodze…
Gustaw odszedł, ale wierzę, że Był, Jest i Będzie zawsze w pamięci i sercach tych, którzy Go kochali i podziwiali za wszystko, co robił. Ludzie słusznie widzą w Nim Mistrza nad Mistrzami, ale też, nie wiedzieć czemu, tworzą w swojej wyobraźni pełną powagi i dostojeństwa pomnikową postać. A Gustaw, tak prywatnie, był zupełnie inny. Był poważny, gdy była taka potrzeba, ale na ogół był niesłychanie pogodny, wesoły i pełen poczucia humoru w stosunku do świata i do siebie. Był pełnym ciepła i dobroci, czarującym mędrcem.
 Swego czasu, z okazji Jubileuszu pracy artystycznej Gustawa Holoubka - który świętowaliśmy w Teatrze STU w Krakowie - wygłosiłam na cześć męża laudację. Mam nadzieję, że wszyscy, którzy przeczytają ją teraz, zobaczą Gustawa takim, jakim znali go najbliżsi – i ja, Jego żona.


Magdalena Zawadzka