Był rok 1961. Można powiedzieć – zamierzchłe czasy ubiegłego wielu. Ówczesne Ministerstwo Kultury i Sztuki postanowiło zorganizować pierwszy Konkurs Polskiej Piosenki w Warszawie. Przy zbiegu Al. Niepodległości i ul. Madalińskiego jest do dziś sala teatralna, niewielka – 100 – 200 miejsc, której gospodarzem było wówczas wojsko. Przystąpiono do realizacji projektu. Funkcję reżysera Ministerstwo powierzyło Marianowi Jonkajtysowi.
W roku 1957 skończył Warszawską Państwową Wyższą Szkołę Teatralną z odznaczeniem. Już w czasie studiów został asystentem profesorów Sempolińskiego, Bardiniego i Rudzkiego i przygotowywał z powiedzeniem spektakle dyplomowe, później, już samodzielnie, poświęcając się pracy pedagoga długo, po skończeniu szkoły.
Poświęcił ukochanej piosence i różnorakiej jej interpretacji 27 lat ucząc młodych adeptów sztuki, że piosenka to tekst i muzyka; tekst powinien zawierać bogactwo przeżyć, zdarzeń, które potem stanowią pole do popisu dla wykonawcy, muzyka zaś musi na tyle współdziałać z tekstem, aby podnosić napięcie, ilustrować nastrój i niejako malować odpowiednimi barwami to, co autor zawarł w tekście – w wierszu.
W późniejszych latach napisał „dziełko” dydaktyczne poświęcone piosence i jej ewentualnym wykonawcom pt „Piosenka na estradzie”. Śpiewałam wtedy w „Podwieczorku przy mikrofonie” – niezwykle popularnej wówczas audycji radiowo-estradowej, w kawiarni „Stolica” przy Pl. Powstańców. I oto zjawia się młody człowiek, przedstawia się jako reżyser poszukujący wykonawców do 1-ego konkursu polskiej piosenki. Energiczny, zapalony do projektu, przekonujący swoim entuzjazmem. Przekonał. Zaśpiewałam dwie piosenki, z których jedna - kompozycja Marka Sarta do słów Kazimierza Korda, zdobyła pierwsze miejsce. Nosiła tytuł „Piosenka prawdę Ci powie”. Proroczy tytuł. Znajomość zaczęła się od tej piosenki i trwała – zmieniając swe barwy do 2004 roku, kiedy to 4 kwietnia Marian Jonkajtys opuścił nas na zawsze.
W początkowym okresie w ogóle nie orientowałam się w tragicznej historii jego dzieciństwa. W 1940 roku wraz z matką i pięciorgiem rodzeństwa wywieziony z Augustowa w stepy Kazachstanu, po tragicznych przeżyciach powrócił do „wolnej” Polski - w 1946 roku. Z biegiem lat dowiadywałam się coraz więcej ale nie był to temat chętnie poruszany. Jak się potem okazało, tkwił głęboko zakodowany w psychice aby wybuchnąć po latach ze zdwojoną siłą. A tymczasem życie toczyło się swoim torem. Po powrocie z zesłania radość z możliwości nauki w języku ojczystym, normalnego codziennego życia przesłoniła prawdopodobnie wnikliwsze spojrzenie na panującą wówczas w Polsce rzeczywistość. Moment, kiedy kierownik szkoły zwrócił mu uwagę, aby tak wszem i wobec nie opowiadał o swoim pobycie na Syberii i okolicznościach w jakich się tam znalazł – dał mu wiele do myślenia i odtąd nie wspominał już o latach tam spędzonych. W sercu pozostała jednak pamięć tamtych dni i dojrzewały przeżycia, z których dominującym był głód i marzenie dziecka o bochenku chleba, którym nie trzeba już z nikim się dzielić.
Głód wiedzy, ciekawość świata , możliwości, które w porównaniu z poprzednim bytowaniem w kołchozach północnego Kazachstanu – wydawały się nieograniczone. Wszystko to stało się motorem dalszej działalności na polu kultury po skończeniu szkoły teatralnej. Niesłabnący entuzjazm, upór i wiara, że musi się udać przynosiły wciąż nowe pomysły, które przybierały realny kształt. No i ogromna praca. Zaraz po szkole teatr „Buffo”, potem „Syrena’, teatr „Ludowy”, teatr „Nowy” – wszystkie w Warszawie. Nieprzerwana praca w Szkole Teatralnej (od 1968 już jako adiunkt) nagrodzony od rektora, Ministra Kultury, państwowe ( Złoty Krzyż Zasługi), przynależność do ZASPu od skończenia studiów i praca społeczna na rzecz podniesienia prestige’u przynależności i korzyści z niej płynących.
W 1965 roku zakłada teatrzyk „Dreszczowiec” (oparty na humorze makabrycznym) wraz z Wojciechem Młynarskim i Jerzym Derflem, że nie wspomnę o sobie.
Rena Rolska w tymże roku zostaje jego żoną. Rozwijająca się praca na estradzie, występy w kraju i za granicą i przez cały czas marzenia o tym, aby stworzyć miejsce do eksperymentowania, teatr muzyczno-estradowy, gdzie dominowałyby piosenka i gdzie mógłby zrealizować swoje rozliczne pomysły. Marzenie się spełniają. W 1974 roku otworzył swe podwoje nowy warszawski teatr muzyczno-estradowy TNT (Teatr Na Targówku). Istnieje on do dziś, pod nazwa „Rampa”.
Marian Jonkajtys został jego dyrektorem i wreszcie mógł realizować swoje rozliczne pomysły. Teatr cieszył się powodzeniem, wspaniałymi recenzjami, a młodzi artyści nierzadko debiutujący w tym zawodzie szybko stawali się solistami znanymi w Polsce, potem za granicą. Ich dyrektor miał „szczęśliwa rękę”, a serce i głębokie zaangażowanie jakie okazywał również dla ich życiowych trudności – pomagając w ich rozwiązaniu – odbija się echem wdzięcznej o nim pamięci nawet po latach.
W 1972 przyszedł na świat nasz syn Grzegorz. Zdawałoby się, że życie zawodowe i rodzinne osiągnęło apogeum ale niezbadane są wyroki losu. Nastał rok 1981 – stan wojenny. Marian Jonkajtys przestał sprawować funkcję dyrektora – został bez pracy. Wszystkie marzenia runęły ale zaangażowany w „Solidarność” którą zorganizował w swoim teatrze, nie pozwolił sobie na załamanie.
Wyuczył się nowego zawodu – rzemiosła artystycznego, rzeźbiarstwa, a ściślej inkrustacji w drewnie. Zdał odpowiednie egzaminy. Nauczył tej sztuki i mnie. Nie występując na estradzie, pracowaliśmy w domu wykonując współczesne ikony (jego pomysłu), portrety sławnych Polaków.
W roku 1987 przeprowadziliśmy się do Sulejówka. Tam z kolei zaangażował się w pracę społeczną na rzecz miasta, które nie miało wówczas nawet ulicy przypominającej Wielkiego Polaka marszałka Józefa Piłsudskiego, którego dom rodziny „Milusin” aktualnie dawał schronienie dzieciom z miejscowego przedszkola, niszczejąc bez koniecznych remontów.
Organizowaliśmy koncerty naszych kolegów, którzy przyjeżdżali oczywiście honorowo, a dochód przeznaczony był na odbudowę „Milusina”.
W 1990 roku – pierwsze demokratyczne wybory – Marian Jonkajtys jako przewodniczący Miejskiej Komisji Wyborczej w Sulejówku czuwał nad ich praworządnym przebiegiem. Był współorganizatorem Dnia Marszałka w dniu 13 czerwca, która to data wyznacza co roku Święto Miasta.
Kiedy w końcu lat 80tych został reaktywowany Związek Sybiraków, zaangażował się bez reszty w tworzenie nowych podwalin związku. Oczywiście w Sulejówku zorganizował Koło Sybiraków, prężnie działające do dziś. Ożyły sybirackie wspomnienia, powstały pierwsze sybirackie różańce, a pierwszy z nich został ofiarowany ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II podczas pielgrzymki Sybiraków do Rzymu.
I zaczęły powstawać wiersze..., najpierw ten opowiadający historię zesłań Polaków na Syberię, który stał się hymnem Sybiraków z muzyką Czesława Majewskiego „Marsz Sybiraków” a potem następne – jak gdyby otworzyła się tama.
Pierwszy tomik ukazał się w 1994 r p.t” My, których ocaliłaś (modlitwa do Pani Jasnogórskiej)”, „Żywa pamięć” w 1997r., w 1998 roku „Różaniec sybiracki” (modlitwa Sybiraków w formie różańca opatrzona wstępem ks. Biskupa A. Nosola). W 2003 r. wydano zbiór pt. „ W Sybiru Białej dżungli”. W 2005 r. (już po śmierci męża) razem z naszym synem Grzegorzem wydaliśmy ostatni już tomik wierszy nad którym pracował, pt.: „ Sonety Kołymskie”. Do wszystkich tomików ilustracje i okładki projektował nasz syn Grzegorz Jonkajtys, który po skończeniu warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych wcześnie się usamodzielnił, a z biegiem lat odkrywam w nim coraz więcej cech ojca. Przede wszystkim uparte dążenie do celu i realizowanie swoich marzeń.
I oto przychodzi rok 2009. 20 maja (dzień urodzin Mariana Jonkajtysa) w Sulejówku staraniem miejscowego koła Sybiraków i burmistrza p. Waldemara Chachulskiego zostaje odsłonięta tablica pamiątkowa umieszczona na ogromnym kamieniu, na którym czytamy:
Tu w latach 1987-2000 mieszkał wielki patriota, Sybirak, społecznik Marian Jonkajtys. Poeta, aktor, reżyser, rzeźbiarz, plastyk. Niosący brzemię żywej prawdy, w swojej twórczości upamiętnił katorgę Sybiraków. Za różaniec, symbol Golgoty syberyskiej otrzymał osobiste podziękowania od Ojca Świętego Jana Pawła II.
Zasłużony dla sercem dziękują
miasta Sulejówek Mieszkańcy Sulejówka
20.V.2009r.
Cała uroczystość miała wielce podniosły charakter. Wojskowa warta honorowa, orkiestra, poczty sztandarowe (sybirackie i miejscowych szkół) poświęcenie pomnika, przemówienia – burmistrza Sulejówka – pana Waldemara Chachulskiego, prezesa ZASP - pana Krzysztofa Kumora, przedstawicieli Sybiraków - pani Zofii Wolanin, kwiaty i już moje prywatne łzy wzruszenia i wdzięczności.
Rena Rolska

