Licznik odwiedzin : 1342399
Logo
10-10-2017

Zwyczajny Walny Zjazd

LVIII Zwyczajny Walny Zjazd Delegatów ZASP odbędzie się
w dniach 16-17 kwietnia 2018 roku

Winda dla Skolimowa od Polonii Amerykańskiej

- Jak zrodził się pomysł, aby zorganizować akcję charytatywną na rzecz Domu Artystów Weteranów w Skolimowie?
Anna Tukiendorf-Wilhite: Zostałam do tego przedsięwzięcia zachęcona przez moją przyjaciółkę, Grażynę Skoczeń. „Akcja niepopularna i nie do wykonania” – to była moja pierwsza myśl.

- Dlaczego?
Anna Tukiendorf-Wilhite: Temat osób starszych jest mało popularny. Dotychczas pomagaliśmy dzieciom i chorym. Ludziom w moim wieku wydaje się, że osoby starsze miały czas, aby zabezpieczyć sobie starość. Tym bardziej aktorzy, którzy kojarzą się z ludźmi, którzy mają ogromną możliwość zarabiania pieniędzy, promowania swojej osoby. Niestety, nie bierze się pod uwagę, że pokolenie, które obecnie przebywa w Skolimowie, to ludzie, którzy pracowali w czasach, kiedy możliwości zarobkowania były ograniczone, a emerytury bardzo niskie.

- Pani Grażyno, skąd w Pani taka determinacja, aby osiągnąć swój cel i zebrać fundusze na Skolimów?
Grażyna Skoczeń: Jako młoda osoba, po ukończeniu kosmetologii i charakteryzacji, pracowałam w teatrze jako charakteryzatorka. Miałam kontakt ze środowiskiem aktorskim. Wtedy już słyszałam o Skolimowie i miałam świadomość, że w tym miejscu jesień swojego życia spędzają Wielcy Artyści. W tym środowisku bardzo często ludzie zostają samotni i przychodzi taki czas, że nie ma kto się nimi zająć. Dużo moich przyjaciół z lat 60. i 70. otarło się o ten dom. Zawsze chciałam zrobić jakąś akcję charytatywną, oddać coś losowi i człowieczeństwu. Dlatego postanowiłam skierować tę chęć pomocy właśnie na Prawdziwych Artystów i Prawdziwą Sztukę. Nie mówię o celebrytach, ale o Artystach. Ludziach, którzy wpływają na to, co myślą pokolenia, którzy zmuszają nas do myślenia i działania. Tych Wielkich Artystów jest niewielu i różnie się im życie potoczyło. To ludzie wielkiej delikatności, bardzo krusi, często ze słabościami, ale dzięki tym słabością są wielcy.

- Jesienią ubiegłego roku po raz pierwszy odwiedziły Panie Skolimów? Jakie wrażenie wywarło na Paniach to miejsce?
Grażyna Skoczeń: To przepiękne miejsce. Chwała za to, że jest ono tak dobrze utrzymywane, zadbane. Obecnie przebywa tam około 50 osób, a jedną z nich jest Pan Andrzej Szopa, który przez całe lata był aktorem we Wrocławiu, skąd i ja pochodzę. Andrzej Szopa jest też artystą, który działał charytatywnie. Gdy spłonął teatr we Wrocławiu, właśnie on był jednym z organizatorów zbiórki pieniężnej w Chicago na odbudowę teatru. Jestem właścicielką dwóch siedzeń w szóstym rzędzie, choć nigdy jeszcze na nich nie siedziałam…

Anna Tukiendorf-Wilhite: Tak jak zaznaczyłam na początku rozmowy, byłam bardzo sceptyczna co do tego przedsięwzięcia, uważałam, że jest nie do zrealizowania. Zmieniłam zdanie po wizycie w Skolimowie i po spotkaniu z Panem Olgierdem Łukaszewiczem. Po przekroczeniu bramy w Skolimowie poczułam zapach swojej młodości. Przypomniały mi się czasy wyjazdów do teatru, opery, operetki. Zdałam sobie sprawę, jak bardzo artyści mieli wpływ na moją przeszłość, moje życiowe wybory, charakter, na to kim jestem obecnie. Rozmawiałyśmy z mieszkańcami domu i dyrekcją. Chciałam zobaczyć, jak wyglądają koszty prowadzenia Skolimowa, by odpowiedzieć sobie na pytanie: „Czy jesteśmy w stanie w jakikolwiek sposób pomóc na dłuższa metę?”. Stwierdziłam, że modernizując taką czy inną rzecz możemy obniżyć koszty operacyjne, a w rezultacie podnieść standard życia mieszkańców Skolimowa. Podeszłam do tego matematycznie. Po inżyniersku.

- Od razu padł pomysł na modernizację windy, czy też zrodził się on nieco później?
Anna Tukiendorf-Wilhite: Dostaliśmy listę potrzeb, jakie ma Skolimów. Patrząc na  nią oraz budżet operacyjny Skolimowa mój pomysł był taki, aby wymienić właśnie windę. Wymiana jej spowoduje, że dom nie będzie musiał wydawać funduszy na jej naprawę, a pieniądze w ten sposób zaoszczędzone można przeznaczyć na coś innego, na przykład na samochód czy na urozmaicenie życia mieszkańców.
Grażyna Skoczeń: Chcieliśmy wnieść coś wartościowego, dlatego modernizacja windy wydała się nam najciekawsza. Pomysł został przedyskutowany z Prezesem Olgierdem Łukaszewiczem. Winda to coś, co zostanie po Polonii Amerykańskiej i po  prezesurze Pana Olgierda Łukaszewicza.
Anna Tukiendorf-Wilhite: Muszę dodać, że po spotkaniu z Olgierdem Łukaszewiczem, poznaniu jego historii, jego działań, stwierdziłam, że to niesamowity człowiek, pełen pasji. Robi bardzo wiele, nie oczekując nic w zamian.
Grażyna Skoczeń: Pan Olgierd był jedyną osobą, która w momencie, gdy zorientował się, na co my się porywamy, cały czas martwił się, czy damy radę i ile będziemy musiały do niego dopłacić. To bardzo motywowało nas do działań…

 - Wiosną zorganizowały Panie wielką galę charytatywną w Chicago, na której jednym z gości był właśnie Olgierd Łukaszewicz oraz dziekan wydziału mechanicznego z Politechniki Śląskiej, Pani Anna Timofiejczuk, która jest dziś z nami. Jak wspomina Pani ten dzień?
Anna Timofiejczuk: Z paniami Grażyną Skoczeń oraz Anną Tukiendorf-Wilhite poznałyśmy się rok temu w Polsce. Potem zostałam zaproszona na konferencję Kobiet do Chicago, miałam przyjemność uczestniczyć także w gali. Jestem pełna podziwu dla organizacji tego wydarzenia. Obie Panie były bardzo zaangażowane. Wszystko było dopięte na ostatni guzik. Panie swoim entuzjazmem, energią potrafiły zarazić mnóstwo osób. Na uroczystości obecna była nie tylko Polonia, ale także Niemcy czy Amerykanie. Sama gala to było wielkie wydarzenie: wystawa fotografii, wystawa malarska, pokaz mody, występ Olgierda Łukaszewicza, koncert, aukcja charytatywna. Pięknie przeżycie.
 
- Wiem, że na aukcję trafiły bardzo ciekawe przedmioty? Jak Paniom się to udało?
Grażyna Skoczeń: Dzwonimy, prosimy, namawiamy… Zdobyłyśmy koszulkę Roberta Lewandowskiego, piłkę Zbigniewa Bońka, Pan Olgierd Łukaszewicz przywiózł wina od Marka Kondrata, książkę „Brzezina” z autografem Danuty Szaflarskiej. Jestem osobą, która długo działa na rynku polonijnym. Razem z moim mężem bardzo się udzielamy, popieramy wiele akcji, więc moi znajomi mają szansę odwdzięczyć mi się.

- Wiem, że planują Panie kolejną galę. I kolejną zbiórkę pieniędzy?
Anna Tukiendorf-Wilhite: Udało nam się zebrać ponad pięćdziesiąt tysięcy złotych, ale nie uda się z tej kwoty sfinansować całego kosztu modernizacji windy. Dlatego już w drugiej połowie maja zorganizujemy galę „Śpieszmy się kochać. Biznes dla Skolimowa” pod patronatem Polish American Chamber of Commerce. Mam przyjemność być członkiem zarządu, a mąż Grażyny jest Prezesem. Większość osób wsparła już naszą poprzednią akcję.
Grażyna Skoczeń: Planujemy zorganizować ją w starym kinie, w czarno-białej stylizacji, z piosenkami z lat międzywojennych Hanki Ordonówny. Mamy dużo pomysłów i jesteśmy otwarte na nowe. Już zbieramy przedmioty na aukcję: mamy koszulkę od Jakuba Błaszczykowskiego, którą przywiózł nam rektora Politechniki Opolskiej. Zachęcamy także innych darczyńców. Naszym marzeniem są rękawiczki Pani Krystyny Sienkiewicz, robione na szydełku, marzymy także o pamiątce po panu Holoubku od Pani Magdaleny Zawadzkiej, a także kapeluszu Pani Emilii Krakowskiej. 

K/ZASP

fot. Renata Rogólska


 https://www.youtube.com/watch?v=Phr69OV8GyA