Licznik odwiedzin : 3714425
Logo

info


Informujemy, że Nadzwyczajny LIX Walny Zjazd Delegatów ZASP odbędzie się
w dniu 1 kwietnia 2019 r.

AGNIESZKA SKRZYPCZAK

AGNIESZKA SKRZYPCZAK
LAUREATKA NAGRODY IM. LEONA SCHILLERA
Z REKOMENDACJI SEKCJI KRYTYKÓW ZASP - LAUDACJA


Nie ma przypadków. Jeśli Nagroda im. Schillera ma być ważnym etapem zawodowej drogi, kolejnym checkpointem na mapie zawodowych wyzwań, oto kanoniczna realizacja takiej sytuacji. Laureatką Nagrody zostaje Agnieszka Skrzypczak, absolwentka Szkoły Filmowej w Łodzi, aktorka Teatru im. Stefana Jaracza w Łodzi, która już raz została przez ZASP doceniona, bo odbierała tutaj – w 2013 roku –  Nagrodę im. Andrzeja Nardellego za najlepszy debiut na scenach dramatycznych. Nagroda Schillera tylko potwierdza tamtą decyzję, a marka „Nardellego” pracuje na dzisiejszy werdykt.

Jeszcze przed rolami dyplomowymi – rola Jean w „Gorącym lecie w Oklahomie” w reż. Artura Urbańskiego, Teatr im. Jaracza w Łodzi – Agnieszka Skrzypczak poznała czym jest teatr zawodowy i od tego czasu w każdym sezonie obsadzana jest przynajmniej w jednej premierze, świetnie odnajdując się w różnych gatunkach, estetykach i koncepcjach aktorstwa. Dziś Agnieszka Skrzypczak jest czołową aktorką nie tylko swojego pokolenia we wciąż wielopokoleniowym zespole Teatru im. Jaracza w Łodzi, ale też wśród pozostałych scen dramatycznych Łodzi. Dla widza jest gwarancją aktorstwa wysokiej próby; na spektakle Jaracza, w których jest obsadzana, chodzi się już w dużej mierze „na Skrzypczak”. Można dziś łatwo wskazać cechy jej aktorstwa i typy postaci, które pogłębia z sezonu na sezon otwierając widzów na nowe płaszczyzny rozumienia człowieczeństwa / kobiecości.

Po fali nagród, związanej z dyplomowymi spektaklami „Z Różewicza dyplom” (reż. Zbigniew Brzoza) i „Instynkt gry” (reż. Waldemar Zawodziński), Agnieszka Skrzypczak pokazała się jako aktorka, której warsztat dorównuje odwadze, gotowości do ról trudnych – kobiet z marginesu lub prowincji, przeciętnych w życiowych dokonaniach, ale jakoś na swój sposób przebiegłych, chłopczyc, które jednak erotycznie wikłają mężczyzn w niejednoznaczne relacje i burzą struktury społeczne. Ról wymagających psychologicznej autentyczności i bezpruderyjnego eksponowania ciała jako używanego z celowością środka wyrazu. Tę ostatnią potwierdza – w kolejnych spektaklach i rolach – nieznaczne uczucie jakby zażenowania czy niezręczności, jakie towarzyszą widzowi oglądającemu tworzone przez Skrzypczak postaci – wierne i autentyczne w psychologizmie, jakby podglądane przez dziurkę od klucza.

Wcielając się w dwie nastoletnie dziewczyny ze współczesnej Rosji (bohaterki połączonych monodramów „Marzenie Nataszy” i „Ja to wygrałam” Jarosławy Pulinowicz) w obsypanym nagrodami monodramie „Marzenie Nataszy” (reż. Nikołaj Kolada) pokazała społeczną wrażliwość, wzbiła się na konieczność przekonania publiczności do postaci dalekich od ideału, od wzniosłych uczuć i myśli; musiała stworzyć wypowiedź na temat materialnych uwarunkowań w jakich żyją, sformułować nie tylko krytykę pod adresem instytucji państwa rosyjskiego (i każdego innego), ale zwyczajnie bronić swoich postaci, w ich małości i emocjonalnych niedostatkach. Kondycja każdej z dziewczyn (podopiecznej bidula i nastoletniej prezenterki, gwiazdki młodzieżowej telewizji) pozwala Skrzypczak skomplikować ich portrety, zderzyć losy, opowiadać o wspólnych deficytach lecz o różnych sposobach radzenia sobie (albo nie) z rzeczywistością. Dzieje się to w teatrze „ubogim”, „nieteatralnym”, gdy aktorka całkowicie chowa się za swoją postacią i łatwo przekonuje widza do utożsamienia jej „ja” z „ja” postaci. Tylko siedząc na krześle, pośrodku ciemnej sceny, Skrzypczak elektryzuje rozpiętością oddawanych emocji.

Po roli Michelle w spektaklu „Gruzy” według Dennisa Kelly’ego w reż. Filipa Gieldona (Teatr WARSawy, 2013), roli w wybitnie zespołowym spektaklu Michała Grabowskiego, „kapliczka.pl, czyli wszystko dawniej szło lepiej jak teraz” (2013), mrocznej Sylwii w „Zwłoce”, nieco przestrzelonym przedstawieniu Waldemara Zawodzińskiego przed jego rozstaniem się z Jaraczem (2014), Skrzypczak dała popis możliwości wokalnych, umiaru zamkniętego w świadomej formie w inscenizowanym koncercie „Umrzeć z tęsknoty. Najpiękniejsze piosenki żydowskie” (duetu Teresa Stokowska-Gajda i Waldemar Zawodziński). Wykonując nienagannie od strony wokalnej „Graj, klezmerska kapelo”, pokazała siłę i rozpiętość głosu, zdolność do niuansowania w wymagającym przez krótką formę skrócie. Ale co ważniejsze – przełamała sztampę w myśleniu o żydowskim „folklorze”, o typowości gestów, podkreślając ich pastiszowy (w rozumieniu świadomego cytatu) charakter. Swoją aktorską miniaturę potrafiła nasycić autentyzmem kultury jidysz.

Zwieńczeniem tego aktorskiego etapu była rola Maszy w „Lekcjach miłości” Iriny Waśkowskiej w reż. Rafała Sabary (2015). Odwołująca się do dotychczasowych doświadczeń w budowaniu postaci, ale komplikująca je, piętrząca aktorskie zadania. Masza, która jak zjawa powraca do mieszkania, oczekiwana (ale chyba coraz mniej?) przez neurotyczną i nadopiekuńczą matkę oraz ciapowatego męża. Jest podobnie niskiej kondycji, co wcześniejsze postaci Skrzypczak, ale ma też inną nieobecną dotąd cechę. To pęd to samounicestwienia. Jest również i na swój sposób silną osobowością, ale tej siły starcza jej akurat na tyle, by odrzucić to, co dotychczasowe – nie dość jej na to, by zbudować nowe. Ucieka i szuka surogatów autentycznych uczuć albo tylko okazji do zapomnienia. Skrzypczak ukazała dojmującą tragedię „rosyjskiej” egzystencji, która tyleż nie może żyć z innymi (najbliższymi sobie osobami, choć nie bliskimi), co z samą sobą. Zamknęła w Maszy wołanie o wolność „człowieka radzieckiego” i wołanie każdego Człowieka, wyrywanie się ku lepszemu życiu albo tylko ku innemu – nawet pod groźbą zatracenie siebie.

Z objęciem kierownictwa artystycznego w Teatrze im. Jaracza przez Sebastiana Majewskiego i nową linią repertuarową, to czas, od którego zaczynają się najodważniejsze, najbardziej złożone i najdojrzalsze role Agnieszki Skrzypczak. Pierwsza z nich to Kleopatra w „Antoniuszu i Kleopatrze” wg Williama Shakespeare'a w reż. Wojciecha Farugi (2016), która do ekstremum doprowadziła to, co dotąd kojarzyło się z jej aktorstwem. W tym nasyconym zmysłowością spektaklu (miłość do Antoniusza – w tej roli Krzysztof Wach – kontra miłość do ojczyzny) nagość stopniowo pozbawiana jest niemal pierwotnego erotyzmu. Stykające się ze sobą, często rozpaczliwie, ciała coraz bardziej układają się w wypowiedź o rozpędzającym się mechanizmie Historii, o poddaniu się sile państwa / logice władzy. Gdy jedno ciało – to obleczone w zbroje, musi zostać złożone na ołtarzu ojczyzny, drugie ciało – to pozbawione „przybrania” i ostatecznie śmiercią uwolnione od obowiązków, może oddać się miłości. I z innej strony, Kleopatra obdarzona jest tu autoreferencyjnością – antycypuje przyszłe „upomnikowienie” siebie w historii (powszechnej) i kulturze (popularnej). Polemizuje z nadanym jej wizerunkiem (i jego kolejnymi jego wariacjami) i sprowadza siebie do rangi dziewczyny, kobiety, kochającej, fizycznie głodnej miłości. Finałowa kąpiel w basenie z Antoniuszem, wzajemne „używanie” ciał przez aktorów, eksponowanie ich fizjologicznego aspektu – zwłaszcza przez Skrzypczak, nie tylko zaznacza dystans postaci do zdarzeń, ale i do przyszłego kulturowego balastu. Postać Kleopatry staje się ucieleśnieniem chęci wyzwolenia, wyrwania z koła Historii, w którym umieszczą ją w przyszłości Szekspir i inni „wierszokleci”. Wobec przynależnych do ciała „w zbroi” mechanizmów władzy i obowiązku, nagie ciało staje się na scenie gwarantem prawdy i wolności, niezależności, wreszcie wyzwolenia. Z kolei eksponowany przez Skrzypczak pierwiastek męski Kleopatry, w relacji z Antoniuszem, układa się w wypowiedź na temat siły erotyki i uczucia – pierwotnych, czystych, czasem przebiegających ponad płcią, także tą kulturową, społeczną. Mniejszą, ale też opartą na wykorzystywaniu ciała i jego fizjologicznych aspektów była Natalia w „Wassie Żeleznowej” Maksyma Gorkiego w reż. Leny Frankiewicz (2016), najstarsza z córek, modelowy przykład kobiecej niezależności, która jeszcze nie znalazła dla siebie celu. 

Powrót do Teatru im. Jaracza Waldemara Zawodzińskiego nie oznaczał dla Agnieszki Skrzypczak powrotu do tematów i środków już wypracowanych. Kolejne role w dwóch ostatnich sezonach przekonują, że mamy do czynienia z możliwym do udowodnienia rozwojem świadomej artystki, nie chwilową anomalią. Najpierw przyszedł „Plac Bohaterów” według Thomasa Bernharda, szczególny spektakl Grzegorza Wiśniewskiego (2017), także w jego dorobku. Chropowaty, dziwny, Lupiczny, bo częściowo sięgający do wątków osobistych poszczególnych aktorów, które czynił prawdą w ramach konstruowanych postaci. Skrzypczak gra Hertę, młodą pokojówkę, która mistyfikuje relacje ze zmarłym profesorem – w tym tę urojoną, w którą wywikłał ją męczony traumą Holocaustu akademik. Herta, trochę znajda, przekonana o swojej wyjątkowości, traktuje swoje ciało jako rzecz i swoją nagość w sposób, w jaki obchodzą się z nią niedojrzałe dzieci. Jej deficyt intelektualny nie jest od początku wiadomy, a wraz z całą postacią staje się w pierwszych scenach spektaklu istotnym znakiem nieobecności profesora, wyrwy, jaką poczynił w strukturze rodziny, strukturze społecznej. Jednocześnie sama jest obiektem fizycznej przemocy starszej z pokojówek.

W „Otchłani” Jennifer Haley w reż. Mariusza Grzegorzka (2018), jako Morris, przedstawicielka służb tropiących przestępstwa seksualne w rozbudowanej wersji współczesnego internetu zwanego Otchłanią, Skrzypczak ubrana jest po szyję w androgeniczny kostium projektu Magdaleny Moskwy. Że jest pod nim ciało, które ma swoje potrzeby (te Morris trzyma na uwięzi, do czasu) i swoje „życie”, podpowiada kilka otworów w kołnierzu. Uwięzienie w kostiumie jest przedłużeniem emocjonalnych braków, niepowodzeń i traum. Ale też jako znak życia w świecie daleko bardziej zaawansowanym technologicznie, w którym nie tylko zerwały się więzi międzyludzkie, ale też doszło do zerwania kontaktu z ciałem (doznania zapewnia wirtualna rzeczywistość wysyłająca impulsy bezpośrednio do mózgu). Morris zmienia się, gdy widzi, że nie jest jej obojętny były nauczyciel, przesłuchiwany w sprawie pedofilskiego programu VR-owego. Dlatego takim wstrząsem jest scena, w której Morris – po przyjęciu męskiego awatara i dokonaniu mordu w Otchłani – opowiada o sensualnym wrażeniu, jaki zaoferowała jej sieć. O zabójstwie jako doświadczeniu transgresji, zaraz potem podważonym – w Otchłani nie ma ono charakteru niepowtarzalnego, tu można zabijać znów i znów, i wrażenie powszednieje. Pozostaje głód. Minimum ekspresji, maksimum koncentracji, żelazna dyscyplina – dzięki Skrzypczak świat na scenie zagęszcza się, ale zaraz na powrót rozpada, a widz ma szansę zbliżyć się do tego uczucia.

Na przeciwległym biegunie znajduje się rola Nataszy w „Trzech siostrach” w reż. Jacka Orłowskiego (2018). W spektaklu osadzonym w tradycji, inspirowanym rosyjską szkołą wystawiania Czechowa (silny wpływ filmowej wersji „Wujaszka Wani”), a jednocześnie niepozbawionym prób przeformułowania go. Z doczepionym kokiem, w powłóczystej sukni, Skrzypczak przechodzi na scenie pełną metamorfozę, trudno ją rozpoznać. Już nie chłopczyca, ale dojrzała kobieta i matka. Ale to nie kostium robi rolę – najbardziej spójną z ról kobiecych tego przedstawienia. Brawurowo porusza się na niewidzialnej granicy między szaleństwem a normalnością Nataszy, między racjonalnością jej pełnych troski uwag, dobrych rad a absurdem „uczonych” tyrad, ich postępującą sprzecznością. Natasza staje się postacią emblematyczną dla świata „Trzech sióstr” – jej początkowa podległość i zależność od reszty rodziny przechodzi w wolę dominowania nad przegranymi, zapowiada w finale nowy porządek, któremu na imię będzie chaos – bo też już nikt nie może jej powstrzymać.

Rok 2018, to także role Agnieszki Skrzypczak w spektaklach telewizyjnych: Jola w „Beauty” Iwony Kusiak w reż. Justyny Nowak i Ewa w „Widoku z mojego balkonu” w reż. Ewy Małecki (zrealizowane w ramach projektu Wytwórni Filmów Dokumentalnych i Fabularnych pod nazwą „Teatroteka”). Również tam udowadnia, że nie jest więźniem emploi. Pogłębia i poszerza je, bawi nimi, nie pozwala oderwać wzroku. Przyznanie Agnieszce Skrzypczak Nagrody im. Schillera jest docenieniem nie tylko wielkiego talentu, wspaniałej osobowości artystycznej, ale także wzorowej postawy zawodowej: uczciwości i poświęcenia.

Krystyna Piaseczna
Łukasz Kaczyński
Sekcja Krytyków Teatralnych ZASP

Warszawa, 1o czerwca 2o19 roku