Logo

INFO


button2

Hanna Zdunek (1941 - 2020)

Koleżanki i koledzy,

z żalem obejmujemy myślami serdeczne wspomnienie Hani Zdunek, która odeszła od nas 13 kwietnia 2020r.

Zostanie w naszej pamięci jako wspamniała koleżanka, artystka, osoba o niezwykle pogodnym usposobieniu, roztaczająca wokół siebie aurę wewnętrznego ciepła i życzliwości.

To dla nas bardzo smutna chwila.

 

 

A to wspomnienie Hani dyrektora polskich scen operowych - Sławomira Pietrasa:

 

Hanna Zdunek. Pożegnanie…

Ostateczne odejście artysty, moment pożegnania, niemal zawsze związany jest z podsumowaniem, wyliczaniem i wspominaniem jego dorobku. Tego, co pozostawia w pamięci otoczenia, w sercach odbiorców i admiratorów jego sztuki.

    W przypadku Hanny Zdunek, śpiewaczki o wszechstronnych i bogatych dokonaniach jest to repertuar operowy, operetkowy i musicalowy, liczący kilkadziesiąt czołowych kreacji scenicznych w wybitnych dziełach różnych gatunków muzycznej twórczości. Począwszy od debiutu w tytułowej roli w Madame Butterfly (1968) w Teatrze Wielkim w Warszawie, poprzez Jagnę w Chłopach Witolda Rudzińskiego (1974), Halkę (1975), Phlippe w Diabłach z Loudun (1975), tytułową Katarzynę Izmaiłową (1976), Neddę w Pajacach (1977), Antygonę w Edypie (1978), Elzę w Lohengrinie (1979), Leonorę w Trubadurze (1979), Lizę w Damie pikowej (1980), Giulettę w Opowieściach Hoffmana (1982), Ulanę w Manru (1991) i Ewę w Raju utraconym (1983). Wszystko to tylko na scenie Opery Narodowej.

   Współpracując z Teatrem Wielkim w Łodzi śpiewała oczywiście Madame Butterfly, Elwirę w Ernanim (1990) i Donnę Annę w Don Giovannim (1991). W międzyczasie na różnych scenach z dużym powodzeniem uprawiała repertuar operetkowy i musicalowy : Rozalindę w Zemście nietoperza, Dulcyneę w Człowieku z La Manchy, Tytanię w  Śnie nocy letniej, Violettę w Zamku na Czorsztynie, Miladę w Trzech muszkieterach.

   Jak wynika z dat, sporą część swego repertuaru związała z moją dyrekcją w Łodzi i w Warszawie. Jeszcze przedtem poznaliśmy się w domu jej serdecznej przyjaciółki Urszuli Koszut w Saarbrucken. Śpiewała wtedy w teatrach niemieckich Mimi w Cyganerii, Agatę w Wolnym strzelcu, Fiordiligi w Cosi fan tutte, Jarosławnę w Kniaziu Igorze no i oczywiście obecną w całej jej karierze Cho cho san z Madame Butterfly.

   W młodości była żoną Andrzeja Antkowiaka, utalentowanego i urodziwego aktora, którego w 43 roku życia zabił tętniak mózgu. Między nami niezależnie od teatralnej współpracy trwała szczera  nić sympatii oraz mój respekt i szacunek dla jej powagi i rzetelności w wykonywaniu tego niełatwego zawodu. Była skromna, powszechnie lubiana i ceniona, dzielnie pokonująca trudności życia osobistego, ale zawsze rzetelna, pracowita i utalentowana.

   Żegnaj Haniu ! Szkoda, że Drugiej takiej nie będzie…

    Sławomir Pietras

(fot. Juliusz Multarzyński)