Licznik odwiedzin : 1103649
Logo
10-10-2017

Zwyczajny Walny Zjazd

LVIII Zwyczajny Walny Zjazd Delegatów ZASP odbędzie się
w dniach 16-17 kwietnia 2018 roku

Nie żyje Zofia Perczyńska (1928- 2017)

Z Zosią Perczyńską łączyła mnie długoletnia przyjaźń. Była wybitną aktorką. Poznaliśmy się w latach pięćdziesiątych, kiedy dyrekcję Teatru Nowej Warszawy (dziś Studio) i  Teatru  Rozmaitości w Warszawie obejmował dyr. Emil Chaberski. Przyjechała wraz z nim do stolicy z Łodzi. Była jego ulubioną aktorką. Piękną, uśmiechniętą i utalentowaną. Miała już na swoim koncie liczne role. W czasie okupacji niemieckiej, w roku 1943 uczęszczała do konspiracyjnego  Studia Teatralnego Iwo Galla. Marzyła aby po wojnie  zostać aktorką. Miała wtedy 15 lat. Spotkała na studiach u Galla takich samych szaleńców jak ona. Wyrośli po wojnie na znakomitych aktorów –  Basię Krafftównę, Renatę Kossobudzką i Macieja  Maciejewskiego.  Po wyzwoleniu  Gall prowadził Studio w Krakowie. Trafili do niego także Aniela Świderska, Bronek Pawlik i Marysia Bogurska. Kiedy w roku 1946 Iwo Gall został dyrektorem Teatru Wybrzeże w Gdyni, wszyscy zdali egzamin eksternistyczny i zostali zaangażowani do teatru.

Zosia odnosiła tam pierwsze sukcesy. Mając lat 18 debiutowała tytułową rolą Orchidei w sztuce Gajcego „Homer i Orchidea”. Debiut wypadł rewelacyjnie. Miała znakomitą prasę. Posypały się propozycje. Chcieli ją angażować do swoich teatrów dyrektorzy Leon Schiller, Andrzej Pronaszko i Arnold Szyfman do Teatru Polskiego w Warszawie. Została jednak wierna Iwo Gallowi. Wkrótce przeniosła się razem z nim z Gdyni do Łodzi. Do Teatru im. Stefana Jaracza. Zainteresował się nią film. W roku 1947 zagrała główną rolę w „Jasnych łanach” z Kazimierzem Dejmkiem, późniejszym ministrem kultury i sztuki. W Teatrze Stefana Jaracza w Łodzi grała Oliwię  w „Wieczorze trzech króli” Szekspira z Ludwikiem Sempolińskim, Florę w „Panu Geldhabie” Aleksandra Fredry ze Stanisławem Łapińskim, Annę w „Grzechu” Stefana Żeromskiego, Mariannę w „Skąpcu” Moliera,  Marylę Wereszczakównę w „Balladach  i  romansach” Aleksandra Maliszewskiego z Emilem Karewiczem i Hilarcię w sztuce Fieldinga „Sędzia w potrzasku” oraz wiele innych ról znakomicie przyjętych. W Warszawie za dyrekcji Emila Chaberskiego, który zmienił nazwę Teatru Nowej Warszawy na Teatr Klasyczny, dziś Teatr Studio w Pałacu Kultury. Zosia nie schodziła ze sceny. Grała mnóstwo ról. Lubiła ją publiczność i prasa.  Z ogromnym sukcesem powtórzyła swoją łódzką Hilarcię w sztuce Fieldinga „Sędzia w potrzasku”. A  nowe  jej role, to między innymi Melibea w „Celestynie” z Jadwigą Chojnacką, Małgorzata w „Popasie króla Jegomości”, Pola  w  „Mieszczanach”, Helenka w „Panu Jowialskim”z Mieczysławą Ćwiklinską i Elza w „Smoku” Szwarca. Wielokrotnie spotkałem się z nią  na scenie. Chociażby w „Szatanie z 7 klasy” Kornela Makuszyńskiego, który cieszył się ogromnym powodzeniem i latami  graliśmy go przy kompletach. Zosia grała uroczo Wandzię, moją ukochaną, a ja Szatana, w „Żeglarzu” Jerzego Szaniawskiego Med  a ja Jana.  Była wrażliwą i kontaktową aktorką, znakomitą partnerką. Lubiliśmy ze sobą grać. Potem jeszcze kilkakrotnie graliśmy razem. Współpracowała z radiem, dubbingiem i telewizją.  Zagrała w serialach  telewizyjnych w Teatrze Telewizji i kilku filmach: „Irena do domu”, w „Celulozie”, „Pod gwiazdą  frygijską”, w „Pierścieniu księżny Anny”.

Wiodło jej się znakomicie. W momencie kiedy dyrektorem Teatru Klasycznego został Ireneusz Kanicki, wyniesiony na to stanowisko przez Mieczysława Moczara, wszystko się zmieniło.

Była wówczas żoną rozchwytywanego aktora Andrzeja Żarneckiego, który odszedł  natychmiast z Klasycznego i  zaangażował się do Teatru Narodowego. Było to w nie smak Kanickiemu. Postawił jej warunek, że musi go namówić do powrotu. A ponieważ  nie powrócił, Kanicki  zwolnił Zosię. Została bez etatu. Po wielu artykułach  w prasie udało się jej  zaangażować do Teatru Ziemi Mazowieckiej. Warunki pracy były tam trudne i moc wyjazdów. Ale i tam grała wielkie role. Tatianę we „Wrogach” Gorkiego,  Panią Kapuletti w „Romeo i Julii” Szekspira, Raniewską w „Wiśniowym sadzie” Czechowa, Panią Sorby w „Dzikiej kaczce” Ibsena i Daumową w „Pannie Maliczewskiej” Gabrieli Zapolskiej. Potem zmieniła się dyrekcja i omijały ją role, które powinna grać.

W dodatku Zosia nigdy nie była dyplomatą. Głośno mówiła co się jej nie podoba. A w teatrze, jeśli się chce  zachować pozycję, trzeba być obłudnym. Nie należy mówić prawdy. Nie tylko zresztą w teatrze. Przeszła na emeryturę, zamieszkała w Skolimowie w Domu Aktora. Wciąż  żyła teatrem. Została kronikarzem Skolimowa. Pisała teksty o życiu pensjonariuszy, o wydarzeniach i żegnała kolegów w Biuletynie Teatralnym ZASP –u. Czytała książki, oglądała telewizję i interesowała się wszystkim. W tym okresie zagrała dwie znaczące role: Matyldę w filmie Jacka Bławuta „Jeszcze nie wieczór”, o  aktorach weteranach spędzających końcówkę swego życia w Domu Aktora, i w filmie nagrodzonym w Locarno i w Gdyni „Ostatnia rodzina” w reżyserii Jana P. Matuszyńskiego. O tragicznie zmarłej rodzinie malarza Zdzisława Beksińskiego, którego grał Andrzej Seweryn. Zosia Perczyńska zagrała jego matkę.

Często rozmawiałem telefonicznie i odwiedzałem ją w Skolimowie. Ostatni raz widzieliśmy się  w czwartek, 31 sierpnia, na pikniku w Domu Aktora. Był piękny słoneczny dzień. Ucałowaliśmy się i wyściskali serdecznie. Uśmiechała się. Powiedziała mi, że prawie już nie widzi. Z chodzeniem też miała poważne problemy. Poruszała się przy pomocy balkonika. Z młodzieńczej, pięknej Zosi pozostała piękna starsza pani z licznymi chorobami. Niech mi nikt nie mówi, że starość jest piękna, bo to nie prawda.

Odeszła we  śnie. W piątek 6 października 2017 roku. Też bym chciał tak odejść.

Żegnaj kochana Zosiu. Przynajmniej już Cię nic nie boli. Miałaś  ciekawe życie.

Witold Sadowy

foto Maria Wilma-Hinz