Licznik odwiedzin : 1466615
Logo
10-10-2017

Zwyczajny Walny Zjazd

LVIII Zwyczajny Walny Zjazd Delegatów ZASP odbędzie się
w dniach 16-17 kwietnia 2018 roku

Wręczenie Nagrody im. Andrzeja Nardellego

Przypomnijmy, że Ewa Jakubowicz została nagrodzoną za rolę Julii w spektaklu „Romeo i Julia” Wiliama Szekspira w reżyserii Marcina Hycnara na scenie Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Alicja Juszkiewicz natomiast wyróżniona za rolę Heleny w spektaklu „Przesilenie” Davida Greiga’a i Gordona McIntyre’a w reżyserii Anny Gryszkówny na scenie Teatru Nowego im. Tadeusza Łomnickiego w Poznaniu. http://www.zasp.pl/index.php?page=Pages&id=808 

Obie kreacje - zarówno młodziutkiej Julii, jak i dojrzałej Heleny - pozwoliły laureatkom zaprezentować bogaty warsztat aktorski.

Zagranie szekspirowskiej Julii było dla mnie wielkim wyzwaniem, ponieważ to rola niezwykle wymagająca. Niesie z sobą ogromny wachlarz emocji – od początkowego zakochania i szczęścia po dramat i rozpacz na końcu spektaklu. Rola Julii jest z pewnością marzeniem każdej studentki szkoły aktorskiej. Niestety, po szkole mamy niewiele czasu żeby ją zagrać, ponieważ szybko traci się warunki. Na szczęście, wyglądam bardzo młodo i mam nadzieję, że ten stan jeszcze trochę się utrzyma. Doskonale pracowało mi się z reżyserem Marcinem Hycnarem. Chyba nie przesadzę mówiąc, że czytaliśmy sobie w myślach. Zdarzało się, że mieliśmy podczas prób dokładnie takie samo zdanie na temat niektórych rozwiązań, choć wcześniej niczego nie konsultowaliśmy. Mam nadzieję, że to nie ostatnia nasza współpraca. Fakt, że Marcin Hycnar jest nie tylko reżyserem, ale i wybitnym aktorem, sprawia, że doskonale wie, na jakich strunach należy zagrać, a to bardzo ułatwia pracę.

Jestem ogromnie podekscytowana i szczęśliwa. Cieszę się, że doceniono moją pracę. Liczę na to, że Nagroda im. Nardellego otworzy mi drzwi do teatru i w najbliższym czasie będę mogła zmierzyć się z kolejną rolą, która stanie się dla mnie prawdziwym wyzwaniem"przyznała Ewa Jakubowicz, która z powodzeniem próbuje swoich sił także w filmie. Niedawno aktorka wróciła z festiwalu filmowego w Delhi, z nagrodą publiczności dla filmu „Klezmer”.


„To wyróżnienie daje mi dużego kopa i motywację do działania. Jest potwierdzeniem, że energia i wysiłek, serce i praca, którą włożyłam w stworzenie roli w spektaklu "Przesilenie" nie poszły na marne. Cieszę się, że zostały dostrzeżone. Zwłaszcza że to nagroda wyjątkowa, bo za debiut. Wiadomo, jak ważny jest dla każdego młodego aktora spektakl, którym wchodzi niejako do zawodu.


Cieszę się, że już na początku swojej drogi zawodowej miałam do czynienia z tak różnymi rolami. W przedstawieniu dyplomowym „Kamień” w reżyserii Grzegorza Wiśniewskiego była to rola dramatyczna. Spektakl „Przesilenie” w reżyserii Anny Gryszkówny daje mi możliwość interakcji z widzem. Na bieżąco tworzymy świat, razem z moim scenicznym partnerem Łukaszem Chrzuszczem. To zupełnie nowe doznanie i inny rodzaj energii. Rola Heleny wymagała ode mnie dużo większej dojrzałości, którą musiałam w sobie wypracować, ponieważ bohaterka, którą gram, jest o wiele starsza ode mnie. Myślę, że zagrałam ją wiarygodnie, bo zdarza się, że po spektaklu podchodzą do mnie dojrzałe panie, w wieku 35+, i opowiadają swoje historie.


Doceniam fakt, że miałam okazję, aby spróbować różnych dziedzin aktorstwa – teatr, teatr telewizji, film, serial. Dla mnie kluczową rzeczą jest różnorodność. Uważam, że im więcej dróg poznajemy, tym więcej drzwi otwieramy przed sobą i tym większą mamy szansę, żeby się rozwijać. Cieszę się, że jestem aktorką Teatru Nowego w Poznaniu i że mogę brać udział w projektach filmowych i telewizyjnych” - stwierdziła Alicja Juszkiewicz, którą czekają w tym sezonie dwie premiery w Teatrze Nowym.

Zwieńczeniem uroczystości była projekcja reportażu Krystyny Piasecznej z  34. Festiwalu Szkół Teatralnych w Łódzi. Przewodnicząca Sekcji Krytyków Teatralnych przypomniała, że celem Nagrody im. Nardellego jest promocja i popularyzacja młodych talentów.

„Nagroda im. Andrzeja Nardellego towarzyszy Sekcji Krytyków Teatralnych od samego początku, tj. od 1999 roku.  Powstała kiedy przewodniczącą Sekcji była Temida Stankiewicz-Podhorecka, potem zawiadowała nią, nieżyjąca już, Małgorzata Bartyzel, a przez ostatnie 10 lat to ja pilotuję tę Nagrodę. Proces związany z wyłanianiem kandydatów i przyznawaniem Nagrody trwa cały rok. Kandydatów zgłaszają teatry, szkoły teatralne, czasem osoby indywidualne związne ze środowiskiem teatralnym. Jesteśmy dumni, że możemy nagradzać. Myślę, że za sprawą naszej  nagrody zwracamy uwagę na to, czym jest debiut. Mamy wpływ na to, aby młodzi ludzie debiutowali i otrzymywali odpowiednie role, zamiast czekać na tzw. ławce rezerwowych. Obecni na dzisiejszej uroczystości prezesi ZASP – Ignacy Gogolewski i Krzysztof Kumor - debiutowali swego czasu w repertuarze klasycznym, powierzano im główne role w dramatach Mickiewicza i Słowackiego. Naszym pragnieniem jest również i dziś oglądać debiutujących aktorów w wielkim repertuarze klasycznym. Repertuar współczesny – polski i zagraniczny – nie posiada dużej ilości wielkich ról dramatycznych, ale staramy się wyłuskiwać te najlepsze. Jako ZASP zwracamy uwagę na proces twórczy, dlatego towarzyszymy młodym ludziom od początku ich drogi zawodowej. Debiut i co dalej? Aktor powinien się rozwijać w teatrze. Z uwagą obserwujemy naszych laureatów w ich późniejszej karierze. Jesteśmy ciekawi ich rozwoju, zastanawiamy się, czy się nie pomyliliśmy. Uważam, że w większości przypadków nasze wybory były trafne. Wielu z naszych laureatów buduje dobrą teatralną karierę” - podsumowała Krystyna Piaseczna.

 

Ewa Jakubowicz - Laudacja Wandy Ziembickiej-Has

Motto z Oskara Wilde'a: „Szekspir mógł spotkać Rozenkrantza i Gildernsterna na ulicach Londynu, ale Hamlet powstał z Jego duszy, a Romeo i Julia z Jego namiętności''. Miejsce: Kraków, koniec października 2016 -Teatr Słowackiego. Przyjechałam obejrzeć na deskach tego Teatru historię miłosnej tragedii czternastolatki zaledwie. I tak na początku tej właśnie tragedii jawi się debiutantka po warszawskiej Szkole EWA JAKUBOWICZ  nieśmiała, kiedy z delikatnością motyla ukazuje się nam tańcząc z pięcioma rówieśnicami na początku przedstawienia. Ma kostium z epoki, perukę z czarnymi lokami, tak jak inne panny, lecz jest coś już co ją wyróżnia z tłumu tańczących wraz z partnerami. Taka lekkość, taka zwinność, jak byśmy oglądali przedstawienie baletowe i jego koryfejki. Wyłapujemy tę postać roztańczonej od razu, jakby po rzuceniu kostką padła 6-tka! Potem zmiana sceny/ ich zresztą będzie wiele, bo reżyser Marcin Hycnar zmieniać będzie w spektroskopowym tempie. I  tak się też zmieniać będzie nasza bohaterka z dramatu Szekspira, grając przez przeszło 3 godziny stany emocji i uczuć, miłosnych rozterek i wahań nastroju, kiedy stajemy się jako widzowie świadkiem Jej silnej przemiany z niewinnej dziewczynki, bo na taką Ewa Jakubowicz wygląda i taką zagra przez cały I akt. Ależ z jaką Ona gra pokorą Julię posłuszną i wierną autorytetom; Ojcu, Matce i piastunce. Gdy matka wyznacza Parysa na Jej męża, Julia grana przez naszą nardellowską bohaterkę nie protestuje, choć myśl o małżeństwie przyjmuje bez scenicznego entuzjazmu. Jest to scena z Matką. Niezwykła, bowiem aktorskie zadanie to nie tylko dialog, ale także zadanie jakie reżyser Marcin Hycnar dał do wykonania na scenie świeżej adeptce tego zawodu. Ten dialog wiąże się z ubieraniem sukienki, który jest majstersztykiem jak zza kulis przed wybiegiem w ramach pokazu mody. JULIA czyli EWA JAKUBOWICZ zmienia się bardzo gdy poznaje ROMEA, który jest dla Niej objawieniem. W jednej chwili zmienia się cały świat młodziutkiej panny Capuletti. Zmienia się gra aktorska warszawskiej absolwentki PWST. Jej rozterki, niepewność spotkania z ukochanym...
''ROMEO! CZEMUŻ TY JESTEŚ ROMEO!? WYRZEC SIĘ SWEGO RODU, RZUĆ TĘ NAZWĘ”
To jest ważny cytat ze sceny balkonowej, kiedy stoi w poświacie księżyca i tak brawurowo aktorka wygłasza swoje kwestie z dramatu Szekspira. Jest inna, jakby dojrzalsza wraz z przypływem uczucia do swojego rówieśnika. Jest i nagle znika i znów pojawia się na tym balkonie. To zagranie tej palety wyznawanych uczuć to jakby w wypadku tej aktorki hamletowskie ''Być albo nie być?... z tym ukochanym w niej młodzieńcu. To jak przejście z jednego nastroju w drugi, omijanie przepaści i wyłanianie się z niej korzystając z ciemności, gdy mówi, cytuję: „GDYBY NIE CIEMNOŚĆ CO MI TWARZ MASKUJE, WIDZIAŁBYŚ NA NIEJ ROZLANY RUMIENIEC PO TYM, CO Z UST MYCH SŁYSZAŁEŚ TEJ NOCY!   RADA BYM FORM SIĘ  TRZYMAĆ,   RADA COFNĄĆ TO CO WYRZEKŁAM, LECZ PRZEZ UDAWANIE BĄDŹ ZDRÓW KOCHANY, DROGI! ZARAZ, ZARAZ ZACZEKAJ, ZACZEKAJ TROCHĘ, POWRÓCĘ ZA CHWILĘ''.
   Aktorka wychodzi, choć zaraz jako JULIA powraca z inną pewnością, z innym nastawieniem do podejmowania jako bohaterka swych życiowych postanowień. Niezwykła jest na scenie młodziutka aktorka w tym przeobrażaniu swojej bohaterki, jakbyśmy zobaczyli inną Julię choć zakochana, ale odmieniona w nastroju, tonacji głosu i pewności zachowań. Warto pamiętać, że to Julia jako pierwsza zaproponuje ukochanemu, aby dowiódł siły swych uczuć poprzez małżeństwo. I znów jej gra, to jakby jawiła się nam współczesna dziewczyna AD2016, mówiąca tak jakbyśmy słyszeli dzisiejsze dialogi podsłuchane we wnętrzach współczesnych Galerii. JULIA Ewy Jakubowicz staje się dynamiczna. Inaczej chodzi, śmieje, rozmawia, wygląda. Jej zresztą bardzo zgrabne, ale też wysportowane i nader sprawne ciało, ukazuje się w scenie zbliżenia z Romeo, który nosi Ją na sobie! SIC! A następnie ONA nosi Jego w sile swoich wysportowanych mięśni i woli. Ta wyjątkowa sprawność  fizyczna jest w tym przedstawieniu niebywała i zarazem szalenie imponująca, przypomina bowiem nie tylko Szajnowskie zmagania sceniczne, jak i te o które walczył ze swoimi aktorami Jerzy Grotowski. Ciało i umysł zgrało się poprzez osobę Ewy Jakubowicz w szekspirowskim dramacie uwspółcześnionym tak poprzez choreografię, muzykę i reżyserię świateł. Scena z przesuwaną szafą z sukienkami, kiedy Julia nie wie w co się ubrać, i jej rozmowa z piastunką, to majstersztyk ukazany w całej palecie aktorskich możliwości. Przemiana jak z owada zamienia się w pięknego motyla, kiedy mruga do nas ze sceny promiennym uśmiechem i zwinnymi nogami bawiąc się w łóżku, kryjąc pod kołdrą, wariując ze szczęścia. W tym samym łóżku, w którym leżeć będzie w letargicznym uśpieniu jak na katafalku, kiedy zapanuje ciemność a zarazem przerażająca cisza, nie tylko na scenie, ale i na widowni...
Ewa Jakubowicz świetnie wykonała aktorskie zadanie swojego debiutu  korzystając z każdej nuty swojej przeolbrzymiej skali talentu mając wielką świadomość aktorską co gra, po co gra i dla kogo poświęca te 3 godziny z życiorysu teatralnego w tym przepięknym, bo niby z epoki Szekspira, ale bardzo współczesnym przedstawieniu. Bo jak powiedział na niedawno zakończonej we Wrocławiu Europejskiej Olimpiadzie Teatralnej Pippo Delbono: „W sztuce wszystko powinno być fikcyjne, a zdawać się rzeczywiste''. I ta JULIA w wykonaniu Ewy Jakubowicz jest bardzo rzeczywista, tak jak rzeczywista jest aktorka młodego pokolenia z wielkimi oczami, acz mała i krucha, taka fragile jak Julia gdy poznaje Romea, ale pewna a właściwie pełna swoich możliwości i ''skarbnicy talentowej'', z której pobiera siłę i energię aktorską. I dlatego wszyscy, którzy kochają teatr i do niego chodzą rzadko, powinni zapamiętać słowa Antoniego  Czechowa,  iż „TEATR TO POTĘGA, ŁĄCZĄCA W SWEJ ISTOCIE WSZYSTKIE DZIEDZINY SZTUKI a AKTORZY TO MISJONARZE. ŻADNA SZTUKA, ANI ŻADNA Z POSZCZEGÓLNYCH NAUK NIE SĄ W STANIE ODDZIAŁYWAĆ TAK MOCNO I SKUTECZNIE NA DUSZĘ LUDZKĄ, JAK SCENA. NIC WIĘC DZIWNEGO, ŻE AKTOR CIESZY SIĘ I POWINIEN SIĘ ZAWSZE CIESZYĆ POPULARNOŚCIĄ I BYĆ W JAKIŚ SPOSÓB DOCENIANY JAK UCZENI, PISARZE CZY PODRÓŻNICY''....
 To przedstawienie w Krakowie jak i gra sceniczna naszej dzisiejszej Laureatki w roli  zakochanej Julii oczyściła moją duszę z warstwy kurzu. 

 red. Wanda Ziembicka - Has

Alicja Juszkiewicz  - Laudacja Łukasz Kaczyński

Kreacji Alicja Juszkiewicz w tragifarsie Davida Griega „Przesilenie” budzi podziw za sprawą
lekkości i pewności siebie, rzadko oglądanych u artysty sceny na tym etapie zawodowej drogi. Niedawna absolwentka Szkoły Filmowej w Łodzi dzieli się przy tym z widzami czystą radością tworzenia teatru niemal z niczego, pozwala im się cieszyć z uwolnienia wyobraźni na modłę bezinteresownej dziecięcej zabawy.

Aktorka Teatru Nowym im. Tadeusza Łomnickiego w Poznaniu wciela się tu w Helenę,
unikająca emocjonalnego zaangażowania singielkę. Kiedy widzimy ją pierwszy raz,
przypomina raczej Debbie Reynolds z „Deszczowej piosenki”, w prochowcu i z parasolką,
wygięta w sztywnej, uwięziona w niej jak w stereotypie. "Poza" w „Przesileniu”, sztuce o przedłużonym dorastaniu pokolenia „X”, ucieczce od poważnych relacji i wynikającej z nich odpowiedzialności, ma głębsze znaczenie. Przyjmowanie pozy i jej zrzucanie znamionuje świat relacji i emocji, jaki budują Helena i Bob (w tej roli Łukasz Chrzuszcz), nieco gapowaty i sfrustrowany, ale wrażliwy młody mężczyzna, który nie chce dorosnąć. Poza odciska się też na koncepcji gry aktorskiej. Postaci „rozdarte” są na dwa swoje obrazy: autentyczny – intymny, odsłaniany tylko w samotności, i fikcyjną maskę – przywdziewaną na spotkania ze światem.

Wyraźnie oddzielone sceny dynamizują akcję, a każda z nich każe aktorce znajdować środki do oddania zróżnicowanych, często skrajnych, stanów emocjonalnych. Jest ona tu podmiotem i uczestnikiem wartkich dialogów, ale i narratorką zdarzeń. Ponadto co chwila pojawia się w
wariantach określonych scen, które są tylko humorystyczną lub utrzymaną w tonie serio
projekcją wyobrażeń jej lub Boba. Co więcej, do tworzenia scenicznego świata Alicja Juszkiewicz na niemal na pustej scenie wykorzystuje elementy kostiumów i prostych rekwizytów. Dzieje się to przy obnażaniu umowności zdarzeń i w stałym kontakcie z widzem, któremu co pewien czas sugeruje się: my tutaj udajemy, bawimy się, ale mówimy przy tym rzeczy całkiem poważne, które ciebie także dotyczą. Aktorzy „Przesilenia” sięgają nie tylko po środki znane np. z teatru elżbietańskiego, by po chwili przejść w plastyczną groteskę, parodiują także motywy charakterystyczne dla pop-kultury, posługują się cytatami i chwytami kinowymi. Przykładowo zdjęta z bioder czerwona szarfa staje się linką używaną w klubie dla poszukiwaczy nieoczywistych uciech cielesnych, a narzucony na barki skórzany płaszcz Boba i kapelusz z szerokim rondem, wraz z przyjęciem odpowiedniej postawy i obniżeniem tonu głosu, powalają Alicji Juszkiewicz zmienić się w szefa gangu, Małego Wielkiego Toma.

Ten ogrom zdań, angażujących aktorkę na kilku poziomach ekspresji, dopełnia konieczność wprowadzania na scenę osobowościowych wariantów Heleny, typów o sporej rozpiętości charakterologicznej. Drogę od bezpruderyjnej „dekadentki” ku promieniejącej dziewczęcością młodej kobiety Alicja Juszkiewicz pokonuje, rzec można, tanecznym krokiem. Bo też z tańcem, muzyką i śpiewem radzi sobie ona pierwszorzędnie, odnajdując się w korowodzie pastiszowo traktowanych gatunków muzycznych – od rzewnej ballady, przez ciężkiego rocka, po nostalgiczny jazz. A przy tym dbać musi o to, by podejmowany w spektaklu temat widownia odbierała serio, by trącić te czułe nuty, które widz rozpoznaje jako swoje. To na Alicji Juszkiewicz spoczywa odpowiedzialność za tempo spektaklu, bo to wola Heleny lub jej brak decyduje o posuwaniu akcji do przodu. Na Juszkiewicz spoczywa też konieczność temperowania temperamentu Łukasza Chrzuszcza, który z łatwością mógłby zdominować scenę i porwać uwagę widowni. Tym wszystkim zadaniom mogła podołać tylko równie silna osobowość sceniczna, angażująca się w to, co robi – inaczej niż grana przez nią Helena – od początku do końca, nie obawiająca się skoku na głęboką wodę aktorskiego zawodu.

Łukasz Kaczyński

 

Opracowanie oraz foto Redakcja ZASP/J